Zwolnij i ciesz się życiem.

„Zwolnij i ciesz się życiem. To nie tylko krajobraz przegapiasz lecąc zbyt szybko – także przegapiasz poczucie tego gdzie lecisz i dlaczego.” („Slow down and enjoy life. It’s not only the scenery you miss by going too fast – you also miss the sense of where you are going and why.”) Te słowa wypowiedział wiele lat temu Eddie Cantor.

Czy podoba nam się wolna jazda samochodem, zwracanie uwagi na szczegóły otoczenia, radość z tego gdzie jedziemy i dlaczego wybraliśmy to miejsce jako cel podróży?
Czytając myśl Cantora przyszły mi na myśl scenki z moich codziennych podróży do pracy. Mam do pokonania około trzydziestu kilometrów. Jadę bocznymi, wąskimi i powolnymi drogami. Płynnie docieram do biura w ciągu godziny. Podczas jazdy, raz na jakiś czas z bocznej uliczki wypada za mną samochód, który zabójczą prędkością zbliża się do mnie, po czym zwalnia, niemal dotykając mojego zderzaka. Przede mną sznur aut jadących wolno i równomiernie, a z przeciwka to samo. A w lusterku widzę, twarz zagonionej osoby. Czasem jest zmuszona jechać za mną kilka lub kilkanaście minut. Ileż niepokoju widzę na twarzy w lusterku. Zwykle jest to oblicze dość młodej, przystojnej kobiety, elegancko ubranej, prowadzącej duży, drogi samochód. Fantazjuję, że gdyby nagle nastąpiła blokada ruchu i utknęlibyśmy w korku to chciałbym podejść do tej pani i zapytać, czy jeszcze pamięta, gdzie i dlaczego tak pędzi. Myślę, że takie pytanie mogłoby na chwilę odmienić jej życie. Pęd samochodu jest często znakiem szaleńczego pędu życia osoby kierującego pojazdem.

Mam przekonanie, że refleksja nad słowami Eddiego Cantora może dobrze podziałać na pędzącego pracusia. Opowiem Wam o mojej koleżance z pracy o imieniu F. Właśnie poleciała do Sztokholmu, aby (w swoim przekonaniu) uratować tamtejszy oddział przed dramatyczną klęską rynkową. Gdy w czwartek zapytałem F. jak sobie radzi była wściekła i załamana. Szwedzcy koledzy nie podzielali jej determinacji do intensywnej pracy. Zwrócili uwagę, że jej pomysły mogą wymagać od każdego z nich spędzania ponad 40 godzin tygodniowo w pracy, co jest u nich źle widziane. F. pracuje po kilkanaście godzin dziennie i uznała szwedzkie uwagi o czasie pracy za skandaliczne. Potem przyszło rozżalenie na naszą szwajcarską centralę, dla której ponoć jedyną tolerowaną kulturą pracy jest pracoholizm. Pracuję w tej samej firmie, nawet mam tego samego szefa co F. i trzymam się z daleka od groźby pracoholizmu. Więc dopytałem F. czy to, aby na pewno firma zmuszą ją do szaleńczego pędu? Czy nie byłaby w stanie osiągnąć tych samych lub nawet lepszych rezultatów, gdyby trochę zwolniła? Po zakończeniu rozmowy z F. poszedłem do biurowej kuchni po coś do picia, a gdy wróciłem do pokoju, na moim komputerze wygaszacz ekranu FranklinCovey wyświetlił zdanie: „Slow down and enjoy life. It’s not only the scenery you miss by going too fast – you also miss the sense of where you are going and why. – Eddie Cantor”  Skoro jakaś anielska siła przysłała mi ten tekst, to natychmiast przekazałem cytat F. Jakaż była moja radość, gdy w weekend dostałem wiadomość od F.: „dzisiaj spacerowałam naprawdę powoli… próbuję sprawić, aby mój umysł i ciało zwolniły”.

5 myśli nt. „Zwolnij i ciesz się życiem.

  1. Łukasz

    Trzeba będzie o tym pamiętać w nadchodzącym nowym tygodniu…
    Kolejny, pozytywnie motywujący tekst Swojaku. Dzięki!

  2. numbat

    Brawo Swojaku, to jest przednie. I to jest poczatek (w mojej opinii), aby mozna bylo wybrac „wlasciwy” kierunek w zyciu.
    Dziekuje za zaproszenie do dalszych mysli na ten temat.
    Musze zaczac od poczatku, a to bylo juz w sredniej szkole, gdzie zainteresowanie matematyka i fizyka doprowadzilo do zainteresowania logika, co z kolei pociagnelo filozofie. Studia religijnych tekstow wykazaly brak logiki w wielu miejscach, rowniez klasyczni filozofowie nie poswiecali wystarczajacej uwagi temu odwiecznemu pytaniu – po co tutaj jestesmy? Jaka role/zadanie mamy do spelnienia?
    Szukajac dalej „natrafilem” na myslicieli i poetow arabskich. No i oni w o wiele glebszy sposob dyskutuja to pytanie, oraz inne zagadnienia z dziedziny etyki chociazby. Stad islam jest o wiele bardziej spojny.
    Czytajac dalej, „natrafilem” na filozofie chinska, i najstarsza na swiecie ktora jest Tao. Poczatkowe mysli w Tao, sa bodaj najglebsze, lecz bardzo skondensowane i kazdy chinski znak w nich jest cala historia (wiekszosc tlumaczen jest beznadziejna).
    Wszystkie te studia a i wlasne doswiadczenia doprowadzily mnie do przekonania, ze „kismeth” (bodaj najlepiej oddajacy znaczenie – bo to cos wiecej niz przeznaczenie), sa przypisane kazdej jednostce.
    Oczywiscie, mamy wolna wole i bardzo czesto schodzimy z naznaczonej drogi, lecz nasz „Aniol stroz” daje wskazowki co do kierunku. Problem w tym, abysmy „slyszeli” co do nas „mowi”. Jak wspomnialem poprzednio, ja wypracowalem metode dla siebie.
    Jak to zrobilem – postaralem sie zostac „przyjaciolmi” z moja podswiadomoscia, uprawiajac medytacje, i, tak, tak, zwalnianie pospiechu w zyciu. A chyba najwazniejsze jest aby kazdego wieczora przed snem zrobic rachunek dnia i poblogoslawic wszystkich bliskich i przypadkowo poznanych ludzi (wybaczajac im bezwarunkowo).
    To pozytywne nastawienie zwykle otwiera kanaly do „Aniola stroza” (nadswiadomosci) i pozwala uzyskac odpowiedz na nasze pytania.
    Czy zawsze uzyskuje odpowiedz? Nie, nie zawsze, ja mysle ze pewne zakresy naszej dzialalnosci (sfera materialna jest tego przykladem) ktore rzadko bywaja odpowiadane – dlatego „Sekret” jest zawodem dla tak wielu. To w telegraficznym skrocie.
    Serdecznie pozdrawiam

  3. Swojak Autor wpisu

    Łukaszu, cieszę się, że znalazłeś dobrą motywację w moim tekście!

    Numbat, doceniam Twoje analityczne, stopniowe rozprawianie się z wyzwaniami duchowości. Jak widzę, zwieńczeniem Twoich analiz jest stwierdzenie istnienia indywidualnego „kismeth”. Zaś dla mnie „powołanie” jest słowem, którego lubię używać w kontekście odnalezienia i rozwijania swoich talentów. W Polsce, słownikowo, oznacza ono „zdolność i zamiłowanie do czegoś; też: przeświadczenie jakiejś osoby o tym, że wybrany zawód, droga życiowa są dla niej najwłaściwsze”. W codziennym języku polskim słowo „powołanie” spadło do roli przykościelnej. W języku biznesu nie słyszałem, aby ktoś swobodnie stwierdzał, że ma powołanie do swojej roboty. Z tego co widzę, to angielskie „vocation” jest w anglojęzycznych kulturach częściej i swobodniej używane. Poza znaczeniem kościelnym ma chyba też mocniej ugruntowane znaczenie zawodowe. Zaś brzmi podobnie do łacińskiego „vocare”. W każdym z tych trzech brzmień chodzi o wołanie, czy raczej przywoływanie nas do tego co jest naszą drogą pełnego rozwoju. Pasuje to do mojego rozumienia świata: w sercu słyszę wołanie o czynienie Ziemi – na miarę moich unikalnych talentów – miejscem dobrym do życia.
    Ciekaw jestem zestawienia znaczeniowego „kismeth” i „vocare” – być może gdzieś w zestawieniu tych dwóch znaczeń naszkicujemy obraz człowieka. Czy będzie to wizerunek człowieka, który musi się sporo napocić, aby zrozumieć jaką rolę ma do spełnienia? A może narysujemy człowieka, któremu wydaje się, że robi co chce, a i tak okoliczności pchają go w to co jest jego drogą, powołaniem lub przeznaczeniem? Lub przeciwnie: może każdy człowiek ma wiele dobrych dróg i wybiera z palety tego co jest mu prezentowane?
    Dryfujemy tutaj po wodach tematu drogi życiowej. Wypłynęło to z refleksji, że koniecznie trzeba zwolnić, zostawić na boku myśli o jutrze i o wczoraj, być tu i teraz. Cenię Twoje wypowiedzi. Dziękuję!

  4. witka

    Jak zwykle super wpis Swojaku. Myślę, że ciekawie zinterpretował ten temat W.Eichelberger w „Krótko mówiąć”, więc jeśli można przepiszę parę ciekawych myśli dotyczących pośpiechu itd.

    Z życiem w ciągłym pospiechu wiążą się dwa podstawowe niebezpieczeństwa. Pierwszym z nich jest utrata kontaktu z samym sobą, drugim -marnowanie czasu. Uciekaniem przed własna duszą, przed naszymi najgłębszymi tęsknotami, potrzebami, aspiracjami oraz sumieniem grozi utratą sensu i kierunku. To tak jakbyśmy udając się w podróż, odrazu wyrzucili mapę i kompas. Dlaczego chcemy zgubić własna duszę?.Na codzień bez duszy bywa nam wygodniej, ponieważ przeszkadza w robieniu głupstw, w bylejakości, w marnowaniu czasu. Bez niej łatwiej uczestniczyć w tym co powszechne i populerne. Ale na szczęście dusza nie daje łatwo za wygraną i ostatecznie nie pozwala o sobie zapomnieć. Jeśli nawet z całych śił będziemy uganiać się poświecie, po to by ją zgubić, całkowićie oddamy się pogoni za bogactwem, władzą i sławą, za przyjemnością i bezpieczeństwem albo nawet za świętością i życiem wiecznym, i tak nas w końcu dogoni. Bo uciekanie przed własna dusza jest kosztowne i wyczerpujące.
    Skoro i tak nie mamy szans na ucieczkę przed własna duszą, warto za wczasu zadbać o to, by za nami nadążała i mogła wywierać swój zbawenny wpływ na nasze życie. Jak trafnie zauważył pewien cziński mędrzec-wszystkie nieszczęśie tego śiwta biorą się z tąd, że ludzie nie potrafia usiedzieć w jednym miejscu.
    Gdybyśmy potrafili zatrzymać się i przynajmiej na jakis czas usłyszeć, zobaczyć i poczuc to miejsce ten moment w którym właśnie jesteśmy, świat z pewnością stałby się lepszy.
    Często nawyk życia w nieustannym pośpiechu tłumaczymy sobie chęcią zyskania na czasie-teraz się śpieszę, ale dzięki temy zyskam więcej czasu na relaks i wypoczynek. Niestety to złudzenie.
    Wynikiem pośpiechu jest nieobecność. Straszna epidemicznie szerząca się choroba. Nas umysł bawi się wyobrażeniemi o przyszłości i niem go w tym czasie i miejscu, w którym istniej nasze ciało. Jesteśmy nieobecni duchem i nie ma z nas żdnego pożytku.
    Nieobecność to dolegliwość, która trudno wyleczyć. Leczenie wymaga determinacji, samodyscypliny, a nade wszystko wiery w istnienierzeczywietego”teraz”w którym ciało, dusza i światspotykają się i przenikają nawzajem.

    Jeśli chodzi o mnie to zwolniłam, chwilę temu, i wysiadłam z tego pośpiesznego pociągu zwanego emigracyjnym pędem za pieniądzem, nie podobało mi się.
    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Swojak Autor wpisu

    Witka, dziękuję Ci za obecność. Zadziwia mnie jak oczywiste są te zdania, które tu wpisałaś. Kontakt z samym sobą i najgłębsze z możliwych wejście w ten, właśnie ten obecny moment – to są wielkie radości dostępne dla każdego. Jednocześnie są to chyba najbardziej rewolucyjne poglądy, które zaprzeczają zasadzie konsumowania mającej być zbawieniem umierającego zachodniego kapitalizmu. Religią naszej codzienności jest konsumpcjonizm. A my tu sobie ubarwiamy stronkę internetową takimi herezjami! Szczęście chcemy widzieć w siedzeniu na tyłku i pogłębianiu kontaktu z samym sobą i delektowaniem się daną chwilą (bo jest ona najlepszą z możliwych, jest jedyna i niepowtarzalna).
    Za coś takiego inkwizycyjne siły kapitalizmu spalą nas na stosach. Jesteśmy odpowiedzialni za upadek przemysłu samochodowego, bo nie kupujemy co roku nowego modelu. Pogrążamy w niedostatku bankierów, bo nie pędzimy na zakupy uciekając od „tu i teraz” zadłużając się do granic szaleństwa. Pozbawiamy pracy miliony osób, bo nie nabywamy niepraktycznych dóbr, które wyrzucamy po chwilowej radości zakupu.
    No bo fajnie jest odkryć swoją duszę, a wtedy zmieniają się proporcje tego co ważne w życiu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.