Basia koncertowo.

W naszym szwajcarskim mieszkaniu, także podczas wizyt znajomych, pobrzmiewały piosenki śpiewane przez Basię. Czasem wywiązywała się rozmowa i nasi przyjaciele byli mocno zaskoczeni, że utwory, znane im od lat, są śpiewane przez Polkę. Jedną z takich zabawnych sytuacji mieliśmy z naszym sąsiadem, lekarzem, któremu wpadła w ucho płyta Matt’s Mood. Znał i lubił grupę Matt Bianco, ale długo nie mógł uwierzyć, że na Matt’s Mood słyszy polski głos.

Prawie dwadzieścia lat temu, w  piosence „Copernicus” Basia uświadamiała słuchaczy, że tak znakomici ludzie jak Kopernik, Chopin, Curie i Zamenhof to Polacy. Teraz ona sama jest tak mocno wpisana w globalną kulturę, iż  widząc zasłuchanego obcokrajowca z dumą podkreślamy, że Basia jest z Polski.

Zresztą piosenki Basi od wielu lat towarzyszą naszej rodzinie. Ciepłe, dynamiczne utwory potrafiły rozchmurzyć każdy dzień. Wobec tego jej płyty mamy w domu, w samochodzie, a empetrójkowe kopie noszę w telefonie. Jak tylko usłyszałem, że w tym roku Basia nagrała płytę „It’s That Girl Again” to natychmiast znalazła się w naszej kolekcji.

6 października Basia zaśpiewała w Warszawie. Miesiąc wcześniej zamówiłem bilety, a gdy tylko dotarły do mojego biura, podzieliłem się radością z kolegami napotkanymi w kuchni. „Idziesz na koncert Basi? To Ty już taki stary jesteś?!” Faktycznie, artystka swoje lata młodzieńcze ma za sobą. W warszawskiej Sali Kongresowej dominowało pokolenie Marka Niedźwieckiego, czyli pięćdziesięciolatkowie, plus minus dziesięć lat. Przed koncertem Niedźwiecki oznajmił, że ten wieczór był wyczekiwany przez piętnaście lat i (nawiązując do opóźnienia) piętnaście minut. Dodał, że materiał dźwiękowy będzie zarejestrowany i ukaże się płyta koncertowa.

Czas leci, a Basia ma masę energii, która doprawiona cudowną wrażliwością i poczuciem humoru sprawiły, że spędziliśmy na koncercie piękny wieczór.
Zapowiadając kolejne utwory Basia wspominała okoliczności ich powstania lub przesłanie, jakie miała w sercu pisząc piosenkę. Dbała o budowanie kameralnej atmosfery mimo występu w sporej sali.
Na scenie towarzyszył jej chórek bliźniaczek Annick i Veronique Clarisse, które Basia ściągnęła z Mauritiusa; przy klawiszach był wierny od lat Danny White; na gitarze przygrywał nowy nabytek zespołu odkryty na włoskiej Sardynii Giorgio Serci, a plejadę zamykał nadworny trębacz i praktycznie członek rodziny Kevin Robinson (znany też z Simply Red).
Artystka była wyraźnie wzruszona występem w Warszawie. Po końcowej owacji ze łzami w oczach pożegnała nas wyśpiewując, że jesteśmy jej nagrodą.

W przypadku Basi nagroda jest obopólna: ona się cieszy, że jest dla nas tak ważna, a ja mam wielką frajdę, bo swoim śpiewaniem Basia wnosi do Świata masę ciepła, dobra i optymizmu, które płyną z jej polskiego serca.