Małe jest piękne.

Potwierdzam, że laptopy trafiają pod strzechy. W naszej chacie brakowało komputera do pisania rozmaitych tekstów, raportów i sprawozdań. Za 350 euro (1600 złotych) kupiłem urządzenie, które jest bliskie ideałowi: małe, wygodne, a do tego z dobrą baterią. Takie urządzenia są sprzedawane pod nazwą „netbook” dla podkreślenia, że są to wcielenia notebooków zaprojektowane dla amatorów internetu. Przed wyprawą na zakupy brałem pod uwagę klasyczne laptopy z 15-calowym ekranem. Przypuszczałem, że 10-calowe wyświetlacze netbooków to za mało jak na potrzeby mojej żony, która będzie głównym użytkownikiem nowego komputera. Oglądaliśmy kilka 15-calowych maszyn Fujitsu-Siemens, Toshiba, HP i Lenovo. Na półce z ceną ok. 1500 złotych (w sklepie Saturn) był dość dobry wybór. Do naszego finału przeszła pokaźnych rozmiarów maszyna Fujitsu-Siemens. Wtedy zaproponowałem żonie, aby przez chwilę popracowała na 10-calowym netbooku. Byłem dość sceptyczny. Sam od roku korzystam z 12-calowego laptopa i jak mam okazję to podpinam go do większego monitora. Po kilku minutach uderzania w klawiaturę netbooka Samsung NC10 małżonka uznała, iż taki mały komputer, nawet przy braku napędu DVD, pasuje jej najbardziej. Obok stał netbook Lenovo S10 z takim samym procesorem (Intel Atom N270), pamięcią (1GB) i dyskiem (160 GB), a przy tym był o dwieście złotych tańszy od Samsunga. Już miałem w ręce pudełko z Lenovo, gdy pojawił się sprzedawca. Jego zdaniem Samsung zasługiwał na większą uwagę, bo poza solidniejszą klawiaturą ma dużo mocniejszą baterię wystarczającą na sześć godzin pracy. Ulegliśmy tym argumentom i kojne kilka godzin spędziłem w domu konfigurując Samsunga NC10. Lenovo zostało w sklepie. Późniejsza lektura recenzji internetowych w pełni potwierdziła słowa sprzedawcy. Brawo ten Pan z Saturna w Jankach!
Teraz poświęcę chwilę konfiguracji Samsunga NC10. W zasadzie komputer jest gotowy do użytku bezpośrednio po wyjęciu z pudełka. Po potwierdzeniu na ekranie podstawowych parametrów systemu Windows XP Home (tj. czas, nazwa użytkownika i język itp.) można rozpocząć pracę na tym netbooku. Ja spędziłem pięć godzin nim uznałem, że komputer nadaje się do codziennego użytku w naszej rodzinie. To co i dlaczego z nim wyrabiałem opisuję poniżej.
Program antywirusowy.
Komputer miał zainstalowaną wersję demonstracyjną pakietu McAfee SecurityCenter. Po kilku tygodniach testowania należałoby opłacić licencję lub usunąć program. Nie czekałem i od razu zastąpiłem komercyjny McAfee, darmowym ClamWin www.clamwin.com. Na innych komputerach domowych korzystam z antywirusa avast! www.avast.com. Lecz avast! jest darmowy tylko do użytku prywatnego, zaś nasz nowy netbook jest na stanie naszej działalności gospodarczej. Zatem potrzebna była licencja komercyjna i stąd wybór ClamWin.
Pakiet biurowy.
Zainstalowałem OpenOffice www.openoffice.org, który od kilku lat jest standardem na komputerach w naszej rodzinie. Z powodzeniem zastępuje nam pakiet Office firmy Microsoft.
Firefox.
Potem ściągnąłem z sieci Firefox, bo wolę go zamiast Internet Explorer.
Instalacja Linux Ubuntu.
Tak, zainstalowałem też Linuksa i w założeniach ma on być najczęściej używanym systemem operacyjnym. Przede wszystkim ma to związek z pracą żony. Jako pedagog szkolny korzysta z poważnie zaśmieconych komputerów szkolnych. Linux jest zdecydowanie mniej narażony na zainfekowanie co ma zapewnić komfort przy przenoszeniu dokumentów pomiędzy rozmaitymi pecetami.
Od półtora roku korzystam z Linuksa Ubuntu. Zatem z wielu dostępnych wersji Linuksa wybrałem najnowsze Ubuntu www.ubuntu.com
Instalacja Ubuntu na netbooku NC10 obfitowała w kilka wyzwań. Najłatwiej zainstalować Ubuntu z dysku CD. Lecz netbook nie ma napędu CD/DVD. Jednym wyjściem jest instalacja spod Windows z UNetbootin i pamięcią USB, innym jest podłączenie zewnętrznego napędu CD/DVD przez gniazdo USB i instalacja z płytki instalacyjnej. Wybrałem opcję z płytką instalacyjną. Płytkę nagrałem z pliku dostępnego na stronie Ubuntu. Potem podłączyłem napęd CD/DVD kabelkiem USD, który kiedyś kupiłem do podpinania dysków do peceta. Zainstalowałem polską wersję Ubuntu 8.10 pozwalając programowi instalacyjnemu wydzielić dla Linuksa około 70 GB. Oczywiście system operacyjny potrzebuje tylko odrobinę miejsca, większość będzie przeznaczona dla użytkowników na ich pliki.
Instalacja Linuksa przebiegła sprawnie i w ciągu pół godziny Linux działał.
Współpraca Linuksa z komputerkiem NC10 jest ograniczona, ale najważniejsze rzeczy działają. Wprawdzie uruchomienie internetu bezprzewodowego wymagało przeinstalowania sterowników, a karta dźwiękowa wciąż ma jakiś problem, ale pisanie dokumentów, ich drukowanie i korzystanie z przeglądarki internetowej działa bardzo dobrze.
Teraz po uruchomieniu netbooka użytkownik widzi ekran, gdzie wybiera czy wchodzi do Windows XP czy do Linux Ubuntu.
Mały w wielkim świecie.
Po doprowadzeniu netbooka do używalności pod Windowsami i pod Linuksem zająłem się stawianiem mu wyzwań. Będąc pod Windowsami podłączyłem komputerek do dużego, 27-calowego, monitora o rozdzielczości 1920×1200. NC10 pracuje na swoim 10-calowym ekraniku w rozdzielczości 1024×600 – byłem ciekaw jak sobie poradzi w dużym formacie. Praca w 1920×1200 poszła sprawnie i dobrze. Następnym krokiem była obsługa klawiatury Logitech przez bluetooth. Zarówno Windows, jak i Linux od razu poradziły sobie z zadaniem. Zatem malutki Samsung może z powodzeniem pełnić rolę „mózgu” systemu potrzebnego do prezentacji. Skoro radzi sobie z 1920×1200 to z pewnością będzie pracował z projektorami, których większość i tak ogranicza się do 1024×768 punktów na ekranie.
Tyle szczęścia za jedyne 350 euro! (Na rynku jest tuzin marek oferujących netbooki w podobnej cenie – zatem proszę traktować ten komentarz jako opinię o tego typu netbookach, bez ograniczania się do firmy Samsung. Co nie zmienia faktu, że niniejszy tekst to recenzja komputera Samsung NC10.)
Pracuję z komputerami od kilkunastu lat. Na moich oczach technologia stawała się coraz bardziej dostępna dla każdego, kto potrzebuje komputera. Lecz tak mały, tak wszechstronny i tak niedrogi notebook potrafił mnie zadziwić.

2 myśli nt. „Małe jest piękne.

  1. Krzysiek

    He he, nie sądziłem, że ja, informatyk, znajdę na Twoim blogu przydatne informacje o darmowym programie antywirusowym dla firm.
    A przy okazji, czy sugerujesz, że ten program nie jest zbyt dobry, skoro instalujesz Linuksa? Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego niektórym ludziom chce się bawić w te wszystkie przeinstalowania sterowników i problemy z działaniem osprzętu pod alternatywnym system?

    Pozdrawiam

  2. Swojak Autor wpisu

    Krzyśku, ClamWin „does not include an on-access real-time scanner”, czyli skanuje zawartość dysku, ale nie uchroni użytkownika przed nieostrożnym zainfekowaniem peceta poprzez otwarcie czegoś zapaskudzonego. Zatem uważam, że bezpiecznej jak moja żona będzie korzystać z Linuksa, a ja będę miał spokój i względną pewność, że komputer jest czysty.
    Poza tym mam ograniczone zaufanie do systemu operacyjnego firmy Microsoft. Przeżywaliśmy w firmie gwałtowne przeistalowywanie komputerów z Windows Vista na Windows XP, gdy okazało się, że Vista dobrze działało tylko na niezwykle mocnych maszynach. Microsoft jest praktycznym monopolistą, a ja dobrze się czuję mając świadomość niezależności od tego koncernu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.