Dom nad rozlewiskiem.

Spotkałem się z kolegą, znajomym z czasów, gdy jeździłem po agencjach reklamowych wprowadzając nowe produkty do badania mediów. On był wtedy po drugiej stronie reklamowego szaleństwa: siedział w agencji i z pasją pisał programy komputerowe zliczające jak i kiedy złapać przed telewizorem dzieci, a jak nowobogackich. Upłynęło trochę lat od tamtych zwariowanych czasów. Przy okazji obgadywania środowiska reklamowego zeszło nam na temat książki „Dom nad rozlewiskiem”. Kolega zachwalał książkę i gorąco namawiał do przeczytania. Pewno, gdzieś tam w tle pojawił się u niego jakiś element utożsamiania się z książkową Małgosią. Zrozumiałem to po przeczytaniu książki, gdy sam podzielałem sporo opinii wygłaszanych przez narratorkę. Bohaterka powieści porzuciła reklamę (lub raczej reklama ją porzuciła wysyłając na bruk jako pięćdziesięcioletnią Mądrą Starowinkę) i uciekła w mazurskie zacisze. Przejadło jej się to co faktycznie wygląda beznadziejnie głupio:

„Gigantyczne pieniądze na reklamę nowego proszku, który jest gówniany. Kampania reklamowa paraleku, który od dawna jest w aptekach, ale pod starą nazwą, więc trzeba wzmóc sprzedaż. Ogromna forsa ładowana w telewizyjną reklamę sieci sklepów, która wyzyskuje swoich pracowników, upodlając ich i poniewierając nimi niczym niewolnikami, stosuje niedozwolone chwyty handlowe, towar ma być tani, ale byle jaki. Jedno wielkie oszustwo, a ja dobrze sobie z tego oszustwa żyję.”

Narratorka powieści to chyba w wielu momentach sama autorka, Małgorzata Kalicińska, bo jej opinie o reklamie, opisy dworskich manier przy Woronicza, czy obyczajowość agencyjnej młodzieży trącą bliskim kontaktem z mediowo-reklamową rzeczywistością.

Kilka lat w „oku cyklonu” czyli w nierealnym środowisku reklamy i mediów mogą być dobrym bodźcem do szukania tego co w życiu prawdziwe, szczere i spokojne. Książkowa Gosia uciekła w mazurską głuszę, a mój przyjaciel zaszył się w jakiejś dużej państwowej firmie, gdzie pracuje na luzie, a po godzinach studiuje.

Jednak reklama i telewizja były jedynie punktem wyjścia do niemal pięćsetstronicowej książki. Większość to opowieść o zmaganiu się z tym co w życiu najważniejsze: z miłością, samotnością, szukaniem zrozumienia natury, więzią międzypokoleniową, rodzinach, dzieciach  i pochylaniem się nad losem ludzi z bliższego i dalszego otoczenia. Przede wszystkim jest to powieść o polskich kobietach: organizatorkach, matkach, kochankach, biznesmenkach, opiekunkach, ofiarach i oprawcach. Pisze kobieta i opowiada o świecie widzianym kobiecymi oczami. Na przeciągu tych kilkuset stron niejednokrotnie wycisnęła łzy z moich męskich oczu, czyli jej baśniowy świat trafił do mojej wrażliwości i wyobraźni.

Idą Święta, jak szukacie pomysłu na prezent to „Dom nad rozlewiskiem” może być dobrym kandydatem za 33 złote.

4 myśli nt. „Dom nad rozlewiskiem.

  1. bp

    Posłuchałam Cię, kupiłam mamie w prezencie. Może dokupię pozostałe dwie części. Pozdrawiam.

  2. Swojak Autor wpisu

    BP, jak przeczytasz kolejne tomy to serdecznie proszę o Twoją recenzję. Jestem ciekaw na ile autorka utrzymała poziom pierwszej części. Ja w tej chwili czytam coś zupełnie innego, więc nie podejmuję się roli testera dalszych losów mieszkańców domu nad rozlewiskiem. Pozdrawiam z zaśnieżonej Szwajcarii!

  3. Mona

    Szukałam właśnie jakiejś polskiej lektury na świąteczne dni. Tak jakoś się ciepło robi koło serca… To będzie mój pierwszy zakup w księgarni wrocławskiej.

  4. Swojak Autor wpisu

    Mona, proszę podziel się swoimi odczuciami po przeczytaniu książki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.