Swiss Army Girls.

Polskie dziewczyny poruszają się z gracją. To był mój pierwszy wniosek jaki dzisiaj wpadł mi do głowy po wylądowaniu w Zurychu. Czekając na pociąg włóczyłem się po galerii handlowej. Gapiłem się na ludzi. Lubię przyglądać się ludziom. W Szwajcarii mogę bez skrępowania patrzyć na przechodniów, a jak skrzyżuje się nasz wzrok to następuje rytualna wymiana serdecznych uśmiechów. Pamiętam jak kiedyś N., znajomy Szwajcar, powiedział mi, że to co go wkurza w jego narodzie to nachalne gapienie się na obcych. Nie wiem na ile krytyczna opinia N. jest podzielana przez jego rodaków. Chyba jednak lubią obserwować innych. Widać to wyraźnie w pociągach w niemieckojęzycznej Szwajcarii. Sporo ludzi czyta gazety, a drugie tyle obserwuje innych.

Po kilku latach mieszkania w Alpach przestałem na to zwracać uwagę. Jak widzę utkwiony we mnie wzrok to odruchowo spoglądam na widza i uśmiecham się.

Jak wiesz, drogi Czytelniku, w Polsce skrzyżowanie wzroku ze spojrzeniem nieznajomego rzadko wiąże się z uśmiechem.

Nie wiem jak jest w innych krajach europejskich, bo nie przywiązywałem do tego wagi. Natomiast w Azji (w każdym kraju, który odwiedziłem) w metrze i w sklepach prawie zawsze czuję badawcze spojrzenia lokalnych mieszkańców. Tam jest zupełnie inna sprawa, bo oni studiują moją dziwną fizjonomię. Jestem od nich wyższy, mam bladą twarz, jasne włosy i jakoś tak inaczej osadzone oczy. Mimo, że w miastach, które odwiedzam bywają Europejczycy to wciąż widać jest tam niezaspokojona potrzeba dokładnego zlustrowania wielkoluda z centralnej Europy.

Konkludując mogę powiedzieć, wszędzie na Ziemi ktoś tam kogoś obserwuje, a po jego mózgu krążą badawcze lub zupełnie bezmyślne impulsy elektryczne.

Byłem w tym samym „klubie oglądaczy” snując się wśród szwajcarskich sklepów. Chwilę patrzyłem na młode małżeństwo. Mężczyzna niósł na rękach dziecko, a kobieta pchała wózek. Wyglądali na zadowolonych, rozmawiali energicznie, ich twarze były pogodne. On przystojny, ona zgrabna. Tylko ten jej chód; w Polsce kobiety tak nie chodzą. Ona szła jak facet. Takie ciężkie kroki praktycznie bez ruchu bioder. Straciłem ich z oczu jadąc w dół ruchomymi schodami. Właśnie zamyśliłem się nad tym jak chodzą dziewczyny w Polsce, gdy usłyszałem, że poniżej otwierają się drzwi łazienki. Wymaszerowała z nich młodziutka kobieta o typowo alpejskich kształtach (tzn. stosunkowo szczupły korpus i olbrzymie biodra). Miała na sobie spodnie w stylu militarnym i szła krokiem doskonale pasującym do stroju: stawiała szerokie kroki i posuwała się do przodu kiwając się z boku na bok.

Pamiętam, że mieszkając od jakiegoś czasu w Szwajcarii poszedłem na niedzielny spacer. Na popularnym deptaku nad jeziorem chodziło sporo rodzin. Wtedy zwróciłem uwagę, że kobiety w średnim wieku i starsze zwykle chodzą dość lekko i miło dla oka. Pozostałe, niemal bez wyjątku, stawiały ciężkie niezgrabne kroki. Potem przyzwyczaiłem się do tego zjawiska tak jak przyzwyczaiłem się do widoku Alp, do szarej jesieni i smaku raclette.

Dopiero teraz po codziennym widoku ślicznych polskich dziewczyn zdałem sobie sprawę jak fatalnie chodzi przeciętna Szwajcarka.

Mam nadzieję, że styl Swiss Army Girl nie zrobi kariery w naszych stronach. Swiss Army Knife? Bardzo chętnie! Swiss Army Watch? Od biedy może być. Ale uchowajcie nas od Swiss Army Girls!

5 myśli nt. „Swiss Army Girls.

  1. coquelicot

    dokładnie! popieram w całej rozciągłości :).

    Jestem czytelnikiem Pana bloga od dłuższego czasu i bardzo mi się on podoba. Proszę nie przerywac! 🙂

  2. Swojak Autor wpisu

    Coquelicot,
    Dziękuję za serdeczną uwagę.
    Blog jest dla mnie odskocznią od innych zajęć i też mam nadzieję, iż nadal będę tu wrzucał nowe wpisy. Wpisy powstają zwykle w dziwnych miejscach, niejako „przy okazji”. Na przykład powyższy tekst o dziewczynach napisałem na malutkiej klawiaturze mojego telefonu Sony Ericsson w pociągu z Zurychu do Lugano. Od kilku lat kupuję tylko telefony, które mają pełną klawiaturę i dzięki temu nawet nie mając pod ręką komputera zabieram się za pisanie, odpowiadam na e-maile itp. To taki mój praktyczny sposób na wykorzystanie czasu w poczekalniach lub w podróży.

  3. vierablu

    Odzwyczaily sie od chodzenia na obcasach? Tak jak Angielki, ktore szuraja w japonkach.

    Pozdrawiam
    frakcja plaskich butow

  4. bp

    Lubie Twój blog, mam nadzieję, że będziesz się nadal uśmiechał do ludzi.
    Ja się zorientowałam, że po powrocie uśmiecham się coraz mniej.
    To przyszło samo. Nie lubię krzyżować wzroku. Chyba myślą, że jak sie uśmiecham to coś od nich chcę.
    A potem dziwimy się,że ludzie ponurzy. Ale chyba naprawdę bardziej podejrzliwi, niż gdzie indziej.
    Zachowaj ten luz i zadowolenie jaki mają ludzie z zachodu.
    Ktoś kto tam nie mieszkał mówi,że tam jest łatwiej, bardziej bezpiecznie.
    Ale jeśli ktoś mieszkał to wie, że mają takie same zmartwienia, a mimo to sporo codziennej życzliwości.
    Mówi mi znajomy ze Skandynawii. że jak jedzie rano do pracy to nie ma wrażenia, że wszyscy są na niego wściekli jak to było w Warszawie.
    To chyba organizacji życia, miasta, państwa i zmian, ktore przychodzą stopniowo, a nie raptownie.

  5. Swojak Autor wpisu

    Vierablu, może faktycznie obcasy są kluczem w tym temacie.
    BP, znajduję alternatywy tego zachodniego uśmiechu. Widzę, że w sklepach wymiana spojrzeń i uśmiech krępuje wielu napotkanych ludzi. Zatem zamiast ich krępować, po prostu zagaduję jakimś zwrotem grzecznościowym. Np. do kasjerki, mówię, że widzę, iż ma dzisiaj straszny ruch i pewno jest trochę zmęczona. Do staruszki w kolejce coś nadmienię o pogodzie. Staram się nie narzucać, ale jak już dochodzi do skrzyżowania spojrzeń to rozładowuję sytuację, aby wsadzić trochę ciepłego puchu w nasze relacje międzyludzkie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.