Komunikacyjne łamigłówki.

Dzień po dniu coraz bardziej czuję się w Polsce „u siebie”.
Ostatnio spotkałem się ze znajomymi, którzy wrócili ze Szwajcarii przed rokiem. Przez pierwsze miesiące mieszkania w Polsce mój kolega dużo podróżował. Stwierdził, że zderzenie z polską rzeczywistością przeżył dopiero w ostatnich dwóch miesiącach, gdy zmienił mu się charakter pracy. Zamiast w Paryżu spędza teraz więcej czasu w Warszawie, częściej bywa w sklepach i ma kontakt z ludźmi.
Ciężko to znosi. Ja też trochę podróżuję, więc może to moje zetknięcie z codziennością jest częściowe.

Jednak żyję w przekonaniu, że moje lądowanie w Polsce jest rzeczywiste, a poczucie oswajania rzeczywistości prawdziwe i ostateczne.
Nadal notuję swoich spostrzeżenia nim zatrze je pamięć.

Jest trochę drobiazgów, które można by usprawnić przy niewielkich nakładach. Chcę ustrzec się przed etykietką krytykanta. Uważam, że życie wśród Polaków może być sympatyczne. Lecz tym bardziej chcę podkreślić to co razi i zniechęca.

Dzisiaj zastanawiałem się nad sprawą informacji. Wydaje mi się, że w Polsce jest to wyzwanie, które już w rozmaitych publikacjach wytykali obcokrajowcy zwiedzający nasz kraj. Chodzi głównie o informację wizualną na drogach, dworcach czy w biurach. Mimo coraz lepszych obwodnic, coraz czystszych przystanków oraz nowoczesnych biur wciąż widać kolosalne zacofanie w sferze informacji. Widzę to szczególnie wyraźnie, gdy przypominam sobie podejście do informacji w Szwajcarii. Tam nawet drobna zmiana w sytuacji drogowej powoduje ustawienie nowych oznaczeń, dopasowanie pasów ruchu itp.

W Polsce widzę raz na jakiś czas akcje poprawiania rzeczywistości. Pamiętam jak wiele lat temu w Warszawie wprowadzono nowy system tablic informacyjnych z nazwami ulic i wyraźnymi numerami budynków. Potem miasto zastygło w przekonaniu, że sprawa informacji jest zamknięta.
Od tego czasu przybyło trochę dwupasmówek, mamy nowe wiadukty usprawniające ruch w mieście lecz pozostał bałaganiarski system oznaczania kierunków ruchu.

Warszawa jest naturalnym punktem tranzytowym dla podróżnych z wszelkich zakątków kraju. Miasto jest zatłoczone i pełne samochodów. Podobny obraz jest w wielu metropoliach. To naturalne, że trzeba jechać w skupieniu poszukując właściwego skrzyżowania lub zjazdu z obwodnicy. Warszawa dodatkowo funduje kierowcom komunikacyjną łamigłówkę.
Tutaj dwupasmówka nagle zmienia się w cztery pasy – dwa jadą w lewo, a dwa prosto – i trzeba z wyprzedzeniem zająć odpowiedni pas. Lecz próżno szukać o tym informacji ma tablicach informacyjnych. Lokalni kierowcy wiedzą, jak jechać, zaś goście nie są najwyraźniej zmartwieniem zarządcy warszawskich dróg  (vide: Aleje Jerozolimski od centrum tuż przy skręcie w Łopuszańską).
Innym wynalazkiem jest nagłe dodanie dodatkowego pasa ruchu, który bez uprzedzenia kończy się po kilkuset metrach. Taki wykwit komunikacyjnej bezmyślności widziałem przy tych samych Alejach Jerozolimskich, lecz w przeciwnym kierunku na wysokościLeroi Merlin. Przy drodze stoi tablica informacyjna z trzema strzałkami skierowanymi do przodu. Faktycznie w tym miejscu dwupasmówka przechodzi w trzy pasy, ale za kilkaset metrów prawy pas nagle się kończy. Zatem po co tam ambitna tablica z trzema pasami? Być może w przyszłości będzie tam dłuższy trzeci pas, a obecnie stoi tam optymistyczna tablica, bo od niej rozpoczęto budowę drogi? Kilka razy rano widziałem zamieszanie spowodowane taką organizacją ruchu. Zdarza się, że kierowcy sumiennie jadą w korku dwoma środkowymi pasami nie korzystając z kilkuset metrów prawego pasa. Nagle jeden kierowca chce być sprytniejszy od pozostałych, przeskakuje na prawy pas i pędzi kilkaset metrów, aby z przodu wbić się do ruchu. Natychmiast pojawia się kilkunastu naśladowców „spryciarza” i korek staje. Wtedy kierowcy ciężarówek wysyłają jednego ze swoich kolegów, aby blokował ślepy pas i pozwolił korkowi ruszyć do przodu. Zupełnie niepotrzebne zamieszanie spowodowane dziwolągiem informacyjnym.

Do tego dochodzi problem informacji w autobusach, tramwajach i pociągach. Czasem są pojazdy z elektronicznym wyświetlaczem nazwy następnego przystanku. W niektórych pociągach (chyba tylko wIC ?) obsługa zapowiada nazwę stacji przez głośniki. Lecz mimo, że pozostały tabor transportowy ma zainstalowane głośniki to nie ma zwyczaju, aby prowadzący pojazd zapowiadał nazwę następnego przystanku. Szczególnie jesienią i zimą, gdy wieczory są ciemne ciężko jest się zorientować jak daleko jesteśmy od celu. Pozostaje dopytywanie współpasażerów o najbliższy przystanek.

Myślę, że może to być nośny temat, gdy przygotowania do Euro2012 nabiorą większego tempa. Wtedy – mam nadzieję – Polacy zastanowią się jak przetrwać w polskich miastach polegając na informacja na drogach i w środkach komunikacji publicznej.

2 myśli nt. „Komunikacyjne łamigłówki.

  1. Emigrant

    Witam,

    Co do zapowiedzi w pociagach, to ostatnio zszokowaly mnie zapowiedzi w…… zwyklym pociagu pospiesznym z/do Warszawy. Wiec jest postep! 🙂

  2. Swojak Autor wpisu

    Emigrancie, „jest postęp” jak napisałeś. To właśnie kocham w Polsce. Jest ona kosmata, pokiereszowana, ale każdego roku widzę, że są zmiany. W większości zmiany na lepsze.

Możliwość komentowania jest wyłączona.