PKP

Piszę z Polski. Konkretnie z korytarza między wagonem 6 i 7 pociągu ekspresowego z Warszawy do Krakowa. Ostatnio ktoś znajomy wyliczał warunki jakie muszą być spełnione, aby rozważał powrót do Polski. Jednym z punków były polskie koleje. Faktycznie działają inaczej niż w Szwajcarii. Ale jest poprawa w stosunku do sytuacji sprzed naszego wyjazdu.
Przede wszystkim jest porządny rozkład jazdy w Internecie. Wagony są dość czyste, konduktorzy pogodni, a na Centralnym jest masa punktów sprzedaży biletów.
Jednak odzwyczaiłem się od labiryntu korytarzy Dworca Centralnego. Kiedyś byłem tam bardzo często, a teraz jak wszedłem w podziemia to nie miałem pojęcia, w którym miejscu są schody do Hallu Głównego.
Podziemia dworca wyglądają jeszcze bardziej bazarowo niż przed ośmiu laty. Moim zdaniem ta masa sklepików jest urokliwa. Widać tam namacalnie aktywność gospodarczą Polaków.
Tylko fajnie by było porządnie oświetlić korytarze i oznaczyć kierunki. Bo strzałek jest masa, ale kierunek do holu kasowego pojawia się tylko raz lub dwa.
Mniejsza o korytarze. Najważniejsze jest sedno sprawy czyli pociągi i ich rozkład jazdy.
Wg olbrzymiej tablicy nad kasami są dwa pociągi do Krakowa po godzinie 18:00. Jeden o 18:05, a drugi o 18:27. W kasie usłyszałem, że jest tylko ten o 18:05, ale odjedzie o 18:27, a zresztą i tak nie było już na niego miejscówek. Nieufnie podszedłem do informacji kasjerki uznając, że tablica ogłoszeń jest bardziej miarodajna. Potem podszedłem do papierowego rozkładu jazdy, a tam… był tylko pociąg o 18:05. Czyli tak jak podawała kasjerka.
Poszedłem na peron czwarty i czekałem na pociąg do Krakowa decydując się na jazdę na korytarzu. Minęła 18:05, minęła 18:15 i nic. Aż ok. 18:20 pojawiła się zapowiedź, że o 18:27 odjedzie ekspres do Krakowa!
Dostałem lekcję, żeby wierzyć kasjerce, a nie rozkładowi jazdy.
Tym sposobem siedzę na swojej torbie z ubraniami, za plecami mam ściankę pomiędzy toaletą, a wielkim kołem hamulca ręcznego. Chyba niecodziennie wyglądam w swoim garniturze w takiej pozycji, bo przechodzący obok konduktor powiedział do mnie po angielsku „excuse me”.
Po pół godzinie takiego siedzenia poczułem, że gniecie mnie książka w mojej torbie, a jej tytuł to „Viva Polonia”:-)
Przy okazji tablic ogłoszeń i ich wiarygodności nasunęły mi się skojarzenia z RPA. Kiedyś utknąłem w Johannesburgu z powodu strajku obsługi naziemnej. Skończyłem już swoją robotę i mogłem wracać do Szwajcarii, ale nie było wiadomo czy samolot do Zurychu odleci.
W pewnym momencie, po południu ktoś przyniósł nieoficjalną informację, że jedynym samolotem, który odleci będzie ten do Frankfurtu. Zatem natychmiast pojechałem na lotnisko, żeby zamienić mój Zurych na Frankfurt.
Na lotnisku spotkałem olbrzymi tłum podróżnych czekających do odprawy, zaś na tablicy informacyjnej były wymienione wszelkie możliwe loty z ich godzinami odlotu tak jak to powinno być wg rozkładu lotów.
Nie będę tu opowiadał całej przydługiej historii jak szczęśliwie dostałem miejsce do Frankfurtu, który faktycznie odleciał jako jedyny. Chcę tylko przytoczyć moją rozmowę ze Szwajcarem napotkanym wtedy na lotnisku. Otóż facet czekał na samolot do Zurychu. Podzieliłem się z nim wiadomością, że nic poza Frankfurtem nie poleci. On wtedy wskazał na tablicę i stwierdził, że Zurych poleci bo tak jest napisane. No i został na tym lotnisku, a ja sobie załatwiłem Frankfurt.
No i dzisiaj na Centralnym zachowałem się trochę jak ten Szwajcar 🙂
Postaram się pamiętać, aby stosować raczej schematy działania z RPA, a nie ze Szwajcarii.