Zegarki, a sprawa stosunków polsko-niemiecko-rosyjskich

Właśnie wróciłem z Bazylei ze słynnych targów Baselworld, gdzie wystawiają swoje produkty wytwórcy zegarków z całego świata.
Przechadzając się wśród stoisk z zegarkami zauważyłem wystawę ładnych niemieckich zegarków produkowanych przez znaną mi firmę, której tradycja sięga lat 1920-tych. Przez chwilę oglądałem współczesne modele w stylu lotniczym. Potem przystanąłem przed gablotą, gdzie leżały dwa zegarki z czasów II wojny światowej noszone przez pilotów podczas ich lotów. Zegarki były kilkakrotnie większe od tych, które na co dzień nosimy na przegubie. Czasomierze ówczesnych pilotów miały długie skórzane paski i były zakładane na rękaw kurtki. Obok historycznych zegarków stały stare urządzenia nawigacyjne i książka lotów. Zapytałem starszego pana, który stał obok czy są to oryginalne przedmioty z czasów wojny. Okazało się, że jeden z zegarków to współczesna replika wyprodukowana dla kolekcjonerów, zaś drugi zegarek oraz pozostałe przedmioty są oryginalne i pochodzą sprzed kilkudziesięciu lat.
Swoje pytanie zadałem po angielsku, lecz zdawszy sobie sprawę, że mojemu rozmówcy brakuje słów w tym języku, powiedziałem, iż może mówić po niemiecku, a ja chyba zrozumiem. Uzupełniając wyjaśniłem, że jestem Polakiem mieszkającym w Szwajcarii.
Starszy pan z zainteresowaniem dopytał skąd w Polsce pochodzę. Był to H.G., który jest właścicielem i szefem tej firmy (dowiedziałem się tego dopiero przy pożegnaniu, gdy wymieniliśmy wizytówki).
H.G. pochodził z miejscowości Hirschberg. Nic mi nie mówiła ta nazwa. H.G. wyjaśnił, że to jest obecnie Jelenia Góra.
Z ożywieniem opowiadał, że jego rodzina utrzymuje kontakty ze znajomą Polką w Jeleniej Górze. Mówił, że ma nadzieję na dobre relacje Polaków i Niemców, szczególnie po odejściu Jarosława Kaczyńskiego ze stanowiska premiera. Potem rozmowa trochę zeszła na czasy wojenne. H.G. mówił o tym, że zdaje sobie sprawę, iż Polska znalazła się w kleszczach pomiędzy Niemcami i Rosją. Mówił o Katyniu. Ja mu opowiedziałem o losach mojego dziadka, który po dostaniu się do niewoli sowieckiej został wymieniony i przekazany Niemcom, po czym kilka lat spędził pod Norymbergą pracując przymusowo u tamtejszego rolnika. Zresztą w porównaniu z kilkoma miesiącami spędzonymi w rosyjskim obozie jenieckim stanowiło to dla mojego dziadka sporą odmianę. H.G. też spędził trochę czasu w rosyjskiej niewoli i mówił, że nauczył się tam nie wierzyć w słowne deklaracje Rosjan, bo przekonał się na własnej skórze, że ich czyny odbiegały od tego co mówili.
Pożegnaliśmy się mówiąc, że może się znowu spotkamy za rok na targach zegarków.
Idąc na tą imprezę nie przypuszczałem, że jednym z ciekawszych momentów będzie dyskusja o latach wojennych z niemieckim producentem zegarków.
Jak się chwilę zastanowić to jest w tym ciekawa symbolika. Rozmawiałem ze starym Niemcem o dawnych czasach. Pretekstem do rozmowy były zegarki, które… odmierzają czas. Zegarki odmierzyły czas H.G. w dość zawiły sposób, bo mierzyły mu czas wojenny w wojsku, potem mierzyły mu czas w niewoli rosyjskiej, potem czas wysiedlenia z rodzinnego miasta, czas pracy, aż po czas kiedy w latach 1980-tych przejął firmę produkującą zegarki.

Zresztą zaczęło się od fabryki zegarków, która ma wiele wspólnego z historią gospodarki Niemiec. W latach 1920-tych z dużym sukcesem firma produkowała popularne zegarki. Potem w czasie wojny były to głównie zegarki lotnicze, które służyły pilotom wojskowym. Pod koniec wojny fabryka został zniszczona podczas alianckich bombardowań. Po wojnie znowu stanęła na nogi, dzięki amerykańskim pieniądzom Planu Marshalla. Amerykanie sfinansowali odbudowę, a pod koniec lat pięćdziesiątych amerykańska firma wykupiła dopiero co odbudowanego producenta niemieckich zegarków. W latach sześćdziesiątych firmę odkupili Szwajcarzy, a około dwadzieścia lat później historia zatoczyła koło i firma wróciła w niemieckie ręce. Obecnie produkuje i sprzedaje na cały świat popularne zegarki, wśród nich te odwołujące się stylistyką do zegarków z lat międzywojennych i wojny.
Czyli pozornie niewinne zegarki to też sprawa polityczna 😉

2 myśli nt. „Zegarki, a sprawa stosunków polsko-niemiecko-rosyjskich

  1. maciek

    Najpierw Niemcy, teraz zegarki – tematy scisle zwiazane z losami mojej rodziny, az korci, zeby cos napisac. Tylko, ze czasu, a moze tez i talentu do pisania brakuje…

    Na razie chcialbym zatrzymac sie przy poruszonej w tym blogu sprawie prawdomownosci Rosjan.

    Problem ma szerszy kontekst. Rosjanie(jako narod) sa czescia Wschodu.
    Wschodu pojmowanego jako pewien rodzaj mentalnosci pochodzacy jeszcze z czasow Bizancjum. Mentalnosci i zasad wspolzycia spolecznego calkowicie innej, od tej, ktora mial Rzym. To zderzenie kultur Bizancjum i Rzymu – to dzisiejsza roznica kulturowa Wschodu i Zachodu.

    A nasz kraj jest „gruba kreska” pomiedzy nimi, doswiadczajaca lekcji od jednej i od drugiej strony…

    Do Swojaka: jezeli jest mozliwy kontakt telefoniczny prosze podaj e-mailem swoj numer stacjonarny lub zapytaj o moj.

  2. Swojak Autor wpisu

    Maćku, to zderzenie Wschodu z Zachodem ostatnio fajnie opisał Steffen Möller – Niemiec mieszkający w Polsce – w książce „Viva Polonia”. Właśnie dobrnąłem do końca tej książki. Mam też jej skróconą wersję po polsku pt. „Polska da się lubić”. Lecz polska książeczka to ok. 1/3 tego co znalazło się w niemieckiej publikacji.
    Pewno, którego wieczora zasiądę przy komputerze i podsumuję „Viva Polonia” w swoim blogu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.