Cisza w sieci. Koniec ciszy.

Zamilkłem na kilka tygodni.
Można to zwalić na Telekomunikację Polską, która już trzeci tydzień trzyma mój dom na sieciowej bocznicy. Ot, ktoś pomylił ustawienia w ich komputerowej szafie, a skoro się przewróciło to niech leży. Tak sobie leży od 10 listopada, a co zadzwonię to słyszę, że sprawa będzie załatwiona w ciągu dwóch dni. W tym tygodniu zlitował się nade mną jeden z dyrektorów Urzędu Komunikacji Elektronicznej i poprosił TP SA o podłączenie mi internetu. Może do Świąt ktoś w TP SA się potknie o moją sprawę i postawi to co jego kolega przewrócił.
Brak internetu w domu tylko jedna moich wymówek. Do tego dołożę trochę podróży, masę spraw do załatwienia i ogólne brak chęci do jesiennego pisania.

Niniejszym przerywam ciszę, bo spadł śnieg, a zima zwykle dobrze mnie nastraja do życia. Wbrew narzekaniom na korki, chłód i ogólny chaos, ja lubię jak jest biało. Lubię zimę nawet wtedy, gdy zaspy sięgają dachu samochodu, a do biura trudno dojechać.

W ubiegłą środę siedzieliśmy ze znajomymi w restauracji rozmawiając o interesach, a nasza koleżanka z entuzjazmem oznajmiła, że projekt z pewnością będzie udany, bo właśnie spada pierwszy śnieg, co jest bardzo dobrym znakiem.

Przyznam uczciwie, że na obecne ekstremalne zmagania ze śniegiem patrzę z dystansu paru tysięcy kilometrów. W poniedziałek wsiadłem do pierwszego samolotu do Londynu i już po wylądowaniu usłyszałem, że zostawiłem za sobą dramatyczną kolaborację zimy z bałaganem organizacyjnym na Okęciu. Po moim wylocie, tego dnia, już nic normalnie nad Warszawą nie latało. A kolega, który miał do mnie dołączyć na kolację dotarł do Anglii po północy.

Na weekend planuję wrócić i zobaczyć jak moja terenówka znosi jazdę po śniegu.  Do tego dostałem wiadomość od zaprzyjaźnionego sąsiada, że lada dzień kupuje auto 4×4 i że tej zimy razem będziemy zwiedzać okoliczne bezdroża. Podniosło mnie to na duchu, bo będę się czuł bezpieczniej, gdy w razie potrzeby będę mógł liczyć na wyciągnięcie z tarapatów.

Na czas wyjazdu auto zostawiłem u elektryka, bo zasługiwało na pogrzebanie w zapłonie. A ja przemierzam śnieg wirtualnie. Między innymi poprzez wyklikanie na Allegro łańcuchów śniegowych. Mam nadzieję, że auto będzie zrobione, a łańcuchy dotrą przed weekendem.

5 myśli nt. „Cisza w sieci. Koniec ciszy.

  1. Kartek

    Witaj
    Po powrocie czeka Cię niezła zima, bo zasypało kraj równo. Jeszcze wczoraj nocą była u mnie, w Karkonoszach śnieżyca.
    Nie zdążyłem przeczytać wiele ale jak rozumiem urządzasz się w kraju po powrocie z emigracji. To ciekawe, bo nurtuje mnie problem adaptacji. Ilekroć wracam do kraju to mam z nią kłopoty. Ciekawa jest też perespektywa – pewien dystans do tego co się tutaj dzieje. Mieszkam tuż przy granicy i nie ukrywam, że daje mi to poczucie psychicznego komfortu. Czasem przechodzę sobie przez góry na drugą strone i to poczucie fizycznej ulgi po marszu gdy u braci Czechów piję piwo przeklada się na ulgę psychiczną. Jakby ciężar z grzbietu mi spadał.
    Pozdrawiam i do poczytania.

  2. Swojak Autor wpisu

    Kartku, dzięki za blogową rewizytę. Urządzam się. Ze Szwajcarii wróciłem już dwa lata (z okładem) temu. Więc to moje urządzanie chyba bardziej wynika z mojej natury, niż z powrotu z Alp.
    Może warto spisać te adaptacyjne wyzwania? Ostatnio spędzam za granicą tyle czasu co w kraju. Co kilka tygodni przechodzę adaptację. Jakoś spowszedniały mi te zmiany cywilizacji. Zresztą swój świat staram się wozić ze sobą (książki, blogi, kontakty z przyjaciółmi) – wtedy zmiana otoczenia ma na mnie mniejszy wpływ. Do usłyszenia!

  3. Kartek

    Podoba mi się, że swój świat – jak piszesz – wozisz ze sobą. To taki nomadyczny zwyczaj. Szczerze mowiąć to wszystko co mi jest potrzebne do życia mieści się w moim plecaku. Nawet sprzęt na ktorym piszę wybralem kierując się jego małą wagą.
    Pozdrawiam

  4. Swojak Autor wpisu

    Kartku, myślę, że w dobie komputerowej chmury nawet najmniejszy sprzęt osobisty będzie zbyteczny. Pisać będziemy na tym co się znajdzie pod ręką podczas naszej wędrówki.

  5. Kartek

    Szedłem La Plata przez jakiś czas z Niemcem – był informatykiem w Bundestagu. Mial maleńki komputerek – pisal patyczkiem bo klawisze były malenkie. Lekkie to było ale jednak wolę tradycyjną klawiature. Moja i tak jest na tyle mala, że gdy jestem zmęczony literowki wybijam. Mam sentyment do klawiatur. Bo od dobrych trzydziestu lat pisałem najpierw na maszynie a potem na klawiaturze komputera. Chyba już nie umiem pisać ręcznie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.