4×4, czyli jak motor zapadł w sen zimowy.

„Tato, przełącz na cztery koła, bo już jesteśmy poza drogą!” – tak upominał mnie siedmioletni S., gdy jechaliśmy na tor przeszkód dla wszelkiej maści pojazdów off-roadowych.
Zatrzymałem auto, wysiadłem i przestawiłem sprzęgiełka przy przednich kołach.
Nasza osiemnastoletnia terenówka ma ręcznie blokowane koła.
Faktycznie był to dobry moment na uruchomienie pełnego napędu. Po chwili byliśmy na pagórkach, które podobno powstały tymczasowo na miejscu przygotowanym pod wysypisko śmieci.
Pokonaliśmy kilka nierówności i byliśmy gotowi do głównego wyzwania: kilkumetrowej górki.
Tydzień wcześniej poddałem się na tym zboczu. Wtedy opony kiepsko trzymały ziemię. Teraz jechaliśmy na nowych gumach. Jeszcze kontrolnie przeszedłem pagórek. Wszystko wyglądało dobrze i bezpieczne. Napęd szedł na wszystkie koła, a skrzynia biegów była włączona na 4L (czyli na tryb pracy z reduktorem). Powoli ruszyliśmy dbając by jechać prostopadle do stoku. Poziomica (inclinometer) pokazała spore wychylenie w pionie. W przedniej szybie widzieliśmy tylko błękit nieba. Czułem, że wszystkie koła pewnie idą po nawierzchni. Po kilku sekundach byliśmy na szczycie. za moment zjechaliśmy po drugiej stronie przeszkody i ruszyliśmy w stronę miasta. W końcu był to niedzielny poranek, a my byliśmy w drodze po rogaliki na śniadanie. Pomyślałem, że skoro tor przeszkód był prawie po drodze, to warto było skorzystać z okazji na chwilę zabawy.

Póki co mamy piękną i słoneczną jesień. Jednak przezornie przygotowałem się do zimy. Od końca kwietnia do października poruszałem się motorem. Teraz, w zimniejszym półroczu, docieram do Warszawy pociągiem. Zaś pierwsze dziesięć kilometrów, z domu do stacji, przemierzam w tym starym japońskim aucie. Wyszperałem je w internetowych ogłoszeniach. Zapłaciłem pięć i pół tysiąca złotych. Dołożyłem sto pięćdziesiąt, aby zaspawać rurę wydechową i uszczelnić przewód paliwowy.
Tak jak wspomniałem, zafundowałem sobie też nowe ogumienie. Sprowadziłem z Wadowic bieżnikowane opony. Terenowo-szosowy model All Terrain – czyli dość głośne i nieprzyjemne na asfalcie, ale przyzwoite na bezdrożach.
Mimo, że to „nalewki” za pół ceny, to i tak komplet podwyższył wartość auta o jedną piątą.

Znajomi już się zapowiadają na zimowe kuligi w okolicach naszej wioski. Zatem czekamy na śnieżną zimę!

2 myśli nt. „4×4, czyli jak motor zapadł w sen zimowy.

  1. Marek Pluciński

    No, no chyba mamy drugi wspólny temat „do omówienia”. Miałem dzwunastoletniego Land Cruisera w wersji na rynek szejków – 3,4 benzyna, dwa zbiorniki, podwójna klima, oczywiście z blokadą dyferencjału (ze środka), reduktorem. Była to długa wersja na siedem osób (potrzebowalem takiego auta, żeby wszystkie dzieci móc zabrać na raz), więc właściwości terenowe nie były ekstremalnie dobre. Jednak wspominam to auto z WIELKIM rozrzewnieniem, bardzo je pokochałem i gdyby nie ta moja „jazda” na auta elektryczne….

    pozdrawiaM

  2. Swojak Autor wpisu

    Marku, też widzę, że jest jakaś magia w takich w samochodach.

Możliwość komentowania jest wyłączona.