Na wycieczce u Wielkiego Brata.

Jestem w Stanach Zjednoczonych.
Byłem tu też w maju, gdy w Nowym Jorku przesiadałem się do San Juan.
Wtedy uderzyło mnie długie czekanie na odprawę paszportową. Kilkadziesiąt minut stania w kolejce, aby dostać pieczątkę było czymś wyjątkowym. Chiny, Rosja czy Indie dużo szybciej wpuszczały mnie na swoją dobrze chronioną ziemię.
Jednak odczekałem co miałem odczekać. Na uszach miałem słuchawki z audiobookiem, czy z muzyką i dzięki temu szybciej zleciała kolejka do urzędnika.
Teraz, po czterech miesiącach, było ostrzej. Jeszcze na pokładzie samolotu lądującego w Charlotte zapowiedziano, że w poczekalni paszportowej zabrania się korzystania z telefonów, czyli jak zrozumiałem chodziło o rozmowy przez komórkę. Dołączając do olbrzymiej kolejki, wyciszyłem komórkę i planowałem wysłać smsa, a potem sprawdzać emaile. Po chwili usłyszałem głos policjatki, która srogo ogłaszała, że telefony mają być wyłączone. Jeden ze współpasażerów miał przy uchu telefon i dość szybko dostał za to reprymendę. Po chwili policjatka, przechadzająca się wzdłuż kolejki, wyłowiła człowieka ze słuchawkami na uszach. Tym razem wykrzyknęła, że wszelkie urządzenia elektroniczne mają być wyłączone. Dałem spokój moim pomysłom pisania smsów. Wyłączyłem obydwie komórki, które miałem w kieszeniach.
Okropne powitanie w Stanach Zjednoczonych osłodził wesołkowaty celnik, który znał kilka zwrotów po polsku. W serdecznej atmosferze wprowadzlił do bazy danych wielkiego brata linie papilarne moich dziesięciu palców i cyfrową fotografię mojej twarzy.
Potem, gdy siedziałem w poczekalni lotniska przed kolejnym lotem, zauważyłem nową formułę komunikatów wzywających do obywatelskiej czujności. Antyterrorystyczna histeria już mnie przyzwyczaiła do lotniskowych komunikatów nawołujących do czujności względem wszelkiego bagażu. Teraz doszło jeszcze wezwanie do powiadomienia władz o wszelkim nietypowym zachowaniu innych obywateli.
Wygląda jakby Ameryka była w stanie wojny i stosowała wyjątkowe metody ochrony przed wrogiem. W sumie to nie wiem czy oni sami jeszcze kojarzą z kim walczą, albo kto nastaje na ich dobrobyt i demokrację. Lecz to już amerykańskie zmartwienie.
Na mój gust Amerykanie popadają w coraz większe poczucie zagrożenia. Jako, że strach ma wielkie oczy, to być może w końcu faktycznie zobaczą coś przerażającego i zareagują z siłą niewspółmierną do sytuacji.

6 myśli nt. „Na wycieczce u Wielkiego Brata.

  1. Staś

    Witam w USA! Spokojnie, ja tu mieszkam (chociaż nie w Charlotte), i nie zauważam jakiejś tam paniki. A że ludzie są bardziej czujni, to jest wskazane.

  2. Cezar

    Jak czytam Swojaka, to odnoszę coraz dalej posunięte wrażenie, wybaczcie osobistą wycieczkę, że mam do czynienia z dużym chłopcem. A to marudzi, że w Polsce ludzie się za mało uśmiechają, jakby nie kojarzył historii własnego kraju, a to nie pasuje mu poziom obsługi w banku, jakby nie rozumiał prostych zasad rynku i podaży, a teraz znów narzeka, że kazano mu czekać w kolejce do odprawy paszportowej wjazdu do kraju, co do którego nie zauważył, że właśnie jest w stanie wojny. To wieczne dziecięce zadziwienie połączone z silnym odczuwaniem otaczającego świata może i kogoś rozczulać, ale jak dla mnie to po prostu pamiętnik Piotrusia Pana, któremu los pozwolił szwędać się po świecie. Drogi swojaku, otrzymałeś niesamowity dar doświadczania różnorodności świata, ale mam przedziwne wrażenie, że, być może wbrew własnemu przekonaniu, nie buduje on mądrości w Tobie. Nie rozumiesz mechanizmów jakimi kieruje się ten świat. Nie rozumiesz, że USA jest w stanie wojny. Ba, pewnie nie rozumiesz, że Twój własny kraj też w nim jest. Nie rozumiesz, że atak może nastąpić właśnie poprzez zdalną detonację urządzeniem elektronicznym i że reakcja służb bezpieczeństwa była jak najbardziej uzasadniona. Ba, nawet w autobusach w Twoim własnym kraju nie wolno używać elektroniki by nie zakłócać pracy autobusu. Nie rozumiesz też traumy społeczeństwa, które zwykle prowadziło działania poza swoim terytorium, a które zostało zaatakowane od środka. Rozumiem, że jesteś jak każda Miss World za pokojem na świecie, ale nie rozumiesz prostej mądrość z Twojego własnego kraju: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Cieszę się, że Staś wylał trochę zimnej wody na Twoją rozkapryszoną główkę. A ponieważ myślę, że pora dorosnąć, pozwalam sobie na tak osobisty komentarz. Bywaj zdrów.

  3. Malgosia

    Dziekuje Swojaku za interesujace spostrzezenia. Osobiscie podoba mi sie twoja obserwacja swiata i miejsc w ktorych bywasz. Podoba mi sie tez twoj entuzjazm i radosc ze wszystkich zdarzen i sytuacji w ktorych sie znajdujesz. Stany to specyficzne miejsce, ale jak kazde miejsce, ma w sobie duzo piekna i dobra.
    Abstrahujac od ogolnego poczucia wojny, wole, tak jak ty, skupiac sie na pokoju i milosci. To na czym skupiamy nasze mysli i w co ladujemy nasza energie, to jest nam dane.
    Milego dalszego pobytu i pozdrow ode mnie wszelkie weze, aligatory i muszki 😉

  4. Swojak Autor wpisu

    @Staś, @Cezar, @Malgosia
    Staś, dzięki za uspokajające tony.
    Cezar, ciężko mi zrozumieć po co napisałeś to co napisałeś, ale wysyłam Ci słoneczne pozdrowienia.
    Malgosiu, tak jest, także w Stanach widzę „zebrę” (tzn. jak ktoś powiedział, jeśli dobro jest białe, a zło czarne to ja jestem jak zebra – w paski). Pracuję tutaj w zespole ludzi o rewelacyjnym rodzaju poczucia humoru, aż miło jechać do biura. Wypatrywałem aligatora w jeziorku koło biura, ale go nie zauważyłem (czasem go ponoć widać, a raz mały aligator zawędrował na parking koło biura). Zatem przekażę pozdrowienia jak aligator postanowi mi się ujawnić 😉

  5. Ania

    Jak slodko zabrzmialo…:) Tutaj jest totalna inwigilacja graniczaca z paranoja, nawet przy duzych opadach sniegu:) Ludziska sie po prostu nakrecaja papka podana w TV, bo troszeczke daleko wyruszyc po rozum do glowy.
    jaki rozum? w jakiej glowie? jaki to kanal?
    Twoj blog wciaga mnie coraz bardziej:)

  6. Swojak Autor wpisu

    Aniu, rzekłbym, że piękny macie ten amerykański totalitaryzm. To mój czarny humor, bo żyjemy w globalnej wiosce, więc myślę, że ten totalitarym (inwigilacja internetu, połączeń telefonicznych itd.) dosięga także mnie i każdego innego w dowolnym zakątku globu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.