Afrykańska kolebka.

Południwoafrykańscy naukowcy są przekonani, że ludzkość ma swoje początki w okolicach Johannesburga. Co do tych początków to zdania są podzielone, ale bez wątpienia cały współczesny świat jest w RPA.
Na niedzielnym pchlim targu, w johannesrburskiej dzielnicy Rosebank, jest jak na południowoafrykańskiej fladze, spotyka się barwny koloryt kultur i ras.

Jak przystało na miłośnika starych zegarków, znalazłem stragan z czasomierzami. Wypatrzyłem czterdziestoletnią, szwajcarską, pozłacaną Cymę. Właściciel kolekcji to Egipcjanin, który skupuje zegarki na kilogramy. Obok chińskich podróbek miał oryginalne stare zegarki. Właśnie skończył przykręcać dekiel Cymy po prezentacji mechanizmu, gdy przyszedł elegancki Żyd w jarmułce i serdecznie przywitał Araba. Zrobiło się z nas dość ciekawe konsylium znawców zegarków: Arab, Żyd i Polak. Pogadaliśmy o szwajcarskich zegarmistrzach, a potem starozakonny pochwalił się  japońskim Seiko 5, którego niegdyś kupił u naszego wspólnego znajomego z Egiptu.

Kilkanaście metrów od nas, rdzenni Afrykańczycy pomalowani i wymyślnie przebrani tańczyli swój taniec.

Po przeciwnej stronie placu sprzedawca zachwalał polskie kiełbasy, a kawałek dalej był spory stół z naszymi wypiekami, z makowcem na czele. Sprzedawała je melancholijna Bułgarka zatrudniona przez polską ciastkarkę.

Nieco dalej na kilku stołach, i w przenośnych biblioteczkach, spoczywały dziesiątki książek, głównie o samorozwoju, psychologii i duchowości.
Tydzień wcześniej kupiłem tu kilka pozycji. Sprzedawał je czarnoskóry intelektualista w gustownie skrojonym garniturze. Ucięliśmy sobie pogawędkę. Dopytał mnie o nazwę naszej podwarszawskiej wioski, potem wymieniliśmy opowieści o znaczeniu naszych imion.

Imiona chyba są ważnym tematem dla Afrykańczyków. Kilkakrotnie zdarzyło mi się odpowiadać na pytanie o znaczenie mojego imienia.

W niedzielny wieczór odwiedziłem znajomych Chorwatów, którzy z Belgradu uciekli do Johannesburga, gdy z dnia na dzień okazali się wrogami okolicznych Serbów.
Wkrótce na podwieczorku pojawili się ich przyjaciele. Także emigranci z Jugosławii. Myślałem, że to Chorwaci. Myliłem się, to byli Serbowie, jak niemal wszyscy znajomi gospodarzy.

Południowa Afryka połączyła Żydów z Arabami, Chorwatów z Serbami i odrobinę połączyła czarnych z białymi.
Lecz to ostatnia para ma dość luźne związki. W biurze słyszałem jak murzyńska koleżanka powiedziała białemu koledze, że on to ma szanse na stanowisko dyrektorskie, bo ma właściwy kolor skóry.
Zresztą, jak gorzko żartował dziennikarz opisujący mistrzostwa piłkarskie: patrząc na trybuny możnaby pomyśleć, że RPA to głównie biali i hindusi. W rzeczywistości wynikało to z faktu, że na bilety było stać tych, którzy mają pieniądze, a u czarnych z pieniędzmi krucho.
Aż dziwne, że miejsca nie były wypełnione Chińczykami. Kilka osób związanych z afrykańskimi kopalniami mówiło mi, że pieniądze azjatyckiego tygrysa coraz bardziej dominują wydobycie wszelkich minerałów na całym kontynencie.

Podczas pobytu w RPA zwiedzałem muzeum nazwane kolebką ludzkości. Były tam szczątki sprzed dwóch milionów lat, które być może należały do przodków człowieka.
Tutejsi naukowcy twierdzą, że praczłowiek przewędrował Afrykę i poszedł dalej docierając wszędzie, łącznie z Azją.
Jeśli to prawda to historia zatoczyła koło. Bo teraz Azjaci odbywają wędrówkę do Afryki coraz wyraźniej opanowując wiele tutejszych regionów mniej lub bardziej dyskretnym zdobywaniem wpływu na tutejsze firmy i rządy.

7 myśli nt. „Afrykańska kolebka.

  1. Cezar

    Podobno ludy Afryki też wierzą, że na początku wszyscy ludzie byli jednego koloru skóry, lecz kiedy Kain zabił Abla Bóg zapytał Kaina: „gdzie twój brat Abel”, a Kain zbielał ze strachu. 😉

  2. Krzysztof Kozłowski

    To interesujące, jak miejsce będące obcym dla ludzi z różnych zakątków świata staje się ich wspólnym domem. Na przykład wspomniani Chorwaci i Serbowie. Jakby polityka i waśnie zostały hen w Europie, a tutaj, w Afryce, jest tylko herbata i spotkania w gronie znajomych.

    Podobnie malowniczy obrazek z klientami „zegarmistrza”. Życzliwość i uśmiechy na ustach obcych ludzi, o czym pisałeś w poprzedniej nocie, ładnie uzupełniają się z obrazem z targu i przytoczonymi tu historiami różnych osób. Johannesburg z powyższych słów wygląda na miejsce pokojowych spotkań wszystkich, których coś łączy – czy to wspólne zainteresowanie czy chęć normalnej egzystencji. Niewiele pozostało z zagrożenia, o którym pisałeś ostatnio. Pojawiły się natomiast smutne tony opisujące wydziedziczonych z własnego kraju Afrykańczyków.

    Ciekaw jestem, co takiego opowiadasz na temat swojego imienia? Za pierwszym razem, gdy ktoś Cię o nie zapytał – byłeś zaskoczony? Co odpowiedziałeś? Mógłbyś przytoczyć jakieś afrykańskie imiona i ich znaczenia?

  3. Swojak Autor wpisu

    @Cezar, @Krzysztof
    Cezary, chyba właśnie to zbielenie praczłowieka jest wyzwaniem w potwierdzeniu afrykański początków człowieka.

    Krzysztof, na temat imienia to mówię po prostu to co kiedyś wyczytałem o jego znaczeniu: z jakiego języka pochodzi i co to znaczy w tym języku. Sprzedawca książek miał na imię Daniel, czyli jego znaczenie pochodziło z języka hebrajskiego: „Bóg jest moim sędzią”. W pracy spotkałem sporo osób z afrykańskimi imionami, ale nie znam ich znaczeń.

    Parę dni temu mówiłem o swoich afrykańskich wrażeniach przy kolacji, w domu u znajomych, którzy mają brytyjskie korzenie. Z grubsza były to takie opinie jak w tych blogowych wpisach. Gospodyni podsumowała to stwierdzeniem, że w RPA żyją równolegle dwa społeczeństwa. Przykład jednego widziałem na targu Rosebank, a drugie społeczeństwo to niebezpieczna, grupa o dużym pokładzie agresji, która sprawia, że ludzie zamykają się w swoich „złotych klatkach” i przemieszczają się jedynie w zamkniętych pojazdach.
    Problem tkwi, gdzieś głęboko w postawach życiowych, które sprawiają, że popularnym sposobem demonstrowania społecznego niezadowolenia jest… palenie szkół i bibliotek. To w nawiązaniu do innego mojego tekstu, gdzie podkreślałem znaczenie edukacji…

  4. Krzysztof Kozłowski

    Hmm, otwarte, życzliwe społeczeństwo ludzi pozbawionych domu, dla których domem stało się RPA i dlatego też akceptują siebie i innych; oraz drugie pełne przemocy i biorące siłą to, co chce – jak mogą egzystować obok siebie? Gdybym na co dzień spotykał się z przejawami działalności tej agresywnej grupy, będąc członkiem pierwszej – szybko straciłbym właściwe jej przymioty. Zamiast otwartości i życzliwości zakorzeniłby się strach i nieufność…

    Jak w Johannesburgu wyglądają działania policji? Wspiera ona „praworządną” część obywateli czy jest skorumpowana? A może to odrębny światek? Muszę przejrzeć blog pod kątem innych wpisów rodem z Afryki.

  5. Swojak Autor wpisu

    @Krzysztof,
    Pod wpływem Twojego wcześniejszego wpisu zapytałem kilka osób o znaczenie ich imion. Oto co mi odpowiedzieli: Thabiso to szczęście, Thando to miłość, a Kgotso to pokój.

    Wróćmy do bieżącego komentarza. Pytasz jak te dwa społeczeństwa mogą żyć obok siebie. Ja poznałem RPA powierzchownie; pewno, ktoś inny to już opisywał na głębszym poziomie. Ja widziałem Afrykę przez pryzmat osób związanych z międzynarodową korporacją oraz światem mediów (nadawcy i agencje mediowe). Trudno mi powiedzieć na ile była to reprezentatywna próbka spokojnej części społeczeństwa. Widziałem tam relacje biznesowe dużo cieplejsze, niż w krajach zachodnich. Zresztą bez porównania do tego co widzę w biznesie wschodnioeuropejskim. Mimo dobrego samopoczucia, niektórych moich polskich kolegów, powtórzę, iż moim zdaniem mamy w Polsce daleką drogę do przejścia w zakresie budowania zaufania, koleżeńskości, szacunku do partnerów i gotowości pomocy innym w relacjach biznesowych. Chciałbym być dobrze zrozumianym. Przez ostatnie kilkanaście lat, widzę w Polsce ogromny pozytywny postęp w relacjach międzyludzkich. Uważam, że idziemy w dobrym kierunku. Lecz widzę, jeszcze długą drogę przed nami.
    Zatem w RPA, w jakiś sposób, za drutami kolczastymi jest dużo dobra.

    Pytasz o policję. Z tego co mówili moi znajomi, to mają ograniczone zaufanie do policjantów. Na przykład uczą dorastające dzieci, aby w przypadku zgubienia drogi, szczególnie w nocy, udały się raczej na dużą stację benzynową zamiast zwracać się do napotkanego policjanta. Mogę sobie wyobrazić, że praca policjanta jest tam niebezpieczniejsza niż w Europie. Pewno przyciąga to w szeregi policji rozmaite osoby.
    Korupcja? Tak słyszałem, że łatwo tan przekupić policjanta.

    Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia, już z mojej swojakowej mazowieckiej wioski.

  6. Krzysztof Kozłowski

    Dziękuję Ci za te imiona. Imiona o ponadczasowych, bardzo pięknych wartościach. Po chwili zastanowienia nie ma w tym nic dziwnego, w końcu każdy rodzic chce dla swoich dzieci jak najlepszego losu, a wiara w znaczenie imion może się z tym wiązać.

    W moim odczuciu codzienne relacje Polaków (nie mówię o środowisku biznesowym, bo go nie znam) są całkiem zadowalające. Nic ponadto, ale też nie mniej. Mam nadzieję, że z upływem czasu dojdziemy do kresu drogi życzliwości, a może nawet wstąpimy na kolejną ścieżkę?

    Policja – to dość szokujące, by policjantów traktować niemalże jak jedno z licznych zagrożeń. Pamiętam, że w Maroku było chyba podobnie, choć wobec turystów policja wykazywała zawsze gotowość do pomocy przy jednoczesnej subtelnej inwigilacji – mimochodem w rozmowie było i pytanie o kraj pochodzenia i o cel pobytu.

    Również serdecznie pozdrawiam. Ciekaw jestem, jakie interesujące wpisy wykiełkują na naszej mazowieckiej ziemi. Choć trochę żal pożegnania z Afryką, to zdziwiłbym się, gdyby nie powracała w Twoich wpisach – choćby tylko jako tło.

Możliwość komentowania jest wyłączona.