Słońce afryki.

Podczas realizacji południowoafrykańskiego projektu mieszkam w jednym z najspokojniejszych miejsc w Johannesburgu. Jednak poranny jogging przypomina bieg wzdłuż ściany zakładu karnego. Ulica po ulicy widzę wysokie mury, a nad nimi druty kolczaste i przewody pod prądem. Na płotach tabliczki z informacją, że ochronę zapewnia firma, która na problemy odpowiada ogniem.

Zresztą także z zaleceń jakie rządy krajów zachodnich publikują dla swoich obywateli wynika, że w RPA jest niebezpiecznie. Brutalne napady, włamania do domów, gwałty, porwania, niejednokrotnie kończą się śmiertelnie.

Oczywiście, jak wszędzie na świecie, większość przestępstw ma miejsce w osiedlach czy dzielnicach o złej sławie. W RPA są nimi dzielnice, a zasadzie całe miasteczka, na obrzeżach miast. Tam nie ma niemal niczego. W domkach wielkości jednego dużego pokoju żyją biedne murzyńskie rodziny. W takich osadach i ich sąsiedztwie bywa nieprzyjemnie.

Znajomy opowiadał, że jego krewni mieszkali na farmie w okolicach Johannesburga. Piękna okolica, dobrze im się żyło. Aż kilka lat temu kilometr od nich powstało osiedle takich jednoizbowych domków. Zaczęły się nagminne kradzieże. Z budynków gospodarczych rozkradano narzędzia. Mieli też włamania do domu. Odechciało im się mieszkania na wsi. Sprzedali dom. Nowy właściciel też długo tam nie pomieszkał. Podczas włamania został postrzelony przez złodziei. Przeżył, ale opuścił malowniczą farmę, która ponoć teraz stoi opustoszała.

Tutejsza rzeczywistość jest bez porównania groźniejsza niż w Polsce. Wzmożona ostrożność i ocieranie się o niebezpieczeństwo jest tu codziennością. Podczas dzisiejszego lunchu koleżanka odebrała telefon z domu z informacją, że przed chwilą w ich dzielnicy była strzelanina i zginęły trzy osoby. Inni zapytali jaka to okolica i przeszli nad tym do porządku dziennego. Taka wiadomość zabrzmiała dla nich powszednio.

foto: Clive Mason

Jednocześnie pouczające i budujące jest dla mnie to, że mieszkańcy miasta są dla siebie serdeczni. Ci których  tu spotykam uśmiechają się nieporównanie częściej niż w Polsce. Jazda samochodem jest w miarę spokojna, ludzie pomagają włączyć się do ruchu, zjeżdżają na boczny pas, aby ułatwić wyprzedzanie itp. W sklepach, restauracjach, na bazarze czy w kinie zagadywały do mnie obce osoby. Sprzedawcy zwykle zamieniali ze mną kilka zdań. To takie drobiazgi, które po zsumowaniu sprawiają, że tutejsze życie jest dość spokojne i harmonijne.

Myślę, że gdybyśmy w Polsce rozluźnili nasze spięte twarze, uśmiechali się do obcych, z którymi skrzyżowaliśmy wzrok i z życzliwością spoglądali na przygodnie napotkanych ludzi to sprawilibyśmy, że nasza codzienność byłaby dużo lżejsza i spokojniejsza.

Moim zdaniem dobre relacje międzyludzkie są możliwe wszędzie. Bez względu na poziom zagrożenia, trudności w zdobyciu środków do życia, czy różnice między klasami społecznymi.

Dobre życie zaczyna się od środka, od woli każdego z nas, aby sprawić, że codziennie zaświeci słońce, nawet w bardzo zachmurzony dzień.

16 myśli nt. „Słońce afryki.

  1. Orest Tabaka

    Hmm… Twój post bardzo fajnie wspiera temat, który i u siebie poruszyłem. O przeszczepianiu z zagranicy takich drobnych zachowań, który każdy może zrobić 🙂

    Trzymaj się tam bezpiecznie!
    Orest

  2. Cezar

    Nic nie stoi na przeszkodzie byś rozluźnił swoją spiętą twarz. Ja tam lubię jak się polki do mnie uśmiechają; ba nawet lokalne drechy poprzestają na kijach nie sięgając po kałasznikowa, jak to ma miejsce w RPA. Więc jeśli marzysz o miejscu na ziemi, gdzie ludzie są dla siebie przyjaźni i można bezpiecznie przejść ulicą bez lęku, że ktoś wpakuje ci magazynek w plecy, zapraszam do Polski. 🙂

  3. Swojak Autor wpisu

    @Orest, @Cezar
    Orest, dzięki za życzenia. Też myślę, że od drobiazgów zależą większe kawałki 🙂
    Cezar, witaj na blogu. Tak, staram się żyć z uśmiechem i widzę, że bywa to zaraźliwe.

  4. Krzysztof Kozłowski

    Bardzo zainteresował mnie Twój wpis, żyć w Johannesburgu, to musi być coś niesamowitego. Użyłem tego słowa celowo – cudownie, rewelacyjnie itp. nadawałoby czysto pozytywny wydźwięk, podczas gdy obiegowe opinie, jak i Twoje słowa (rzetelne, bo pochodzące od naocznego świadka) świadczą o tym, że w RPA nie żyje się różowo. Dlatego właśnie życie codzienne w tak innych realiach, w ciągłym podwyższonym zagrożeniu, ale też wśród życzliwych ludzi – musi być niesamowite.

    Chętnie poczytałbym coś więcej na temat życia w stolicy RPA – szczególnie o sprawach przyziemnych, o ludziach, o problemach i zachwytach.

  5. Swojak Autor wpisu

    @Krzysztof
    Jutrzejszy, cotygodniowy, wpis też będzie dotyczył RPA – mam nadzieję, że dostarczy Ci kilku dodatkowych impresji o tym kraju.

  6. Cezar

    …, po tym Twoim wpisie zrobiłem test jak to jest z tym polskim twarzościskiem. Wszedłem do sklepu, jedna pani wskazała mi gdzie stoją upragnione wiktuały, inna pani w kasie sama zapakowała mi do torby produkty i podała z uśmiechem, a dziewczyna, która chwilę potem wychodziła przede mną przytrzymała mi drzwi, żebym się zmieścił z torbami. Być może tamten dzień był jakiś wyjątkowy, dziura ozonowa się skurczyła a talibowie akurat mieli ramadan… a może wcale nie jest tak jak piszesz o swoich rodakach. Jak mawiają „cudze chwalicie, swego nie znacie”. 🙂

  7. mellon

    Witam,

    Podczas moich podróży miałem okazję zwiedzić samotnie Kenię i Tanzanię. Do dziś wspominam to wspaniałe przeżycie. Kraje piękne, dużo wspaniałych kolorów, wchechogarniajaca przyroda i ludzie. Im dalej od miast tym bardziej serdeczni. Kiedy lądowałem w Nairobi głowę miałem pełną informacji z przewodników, ze jest bardzo niebezpiecznie, ze kradną i że najlepiej samemu nigdzie nie chodzić. No i tak właśnie spędziłem pierwsze 5 dni. Otoczony opieką wynajętych ludzi. Pieniądze jednak kurczyły się szybko i postanowiłem wyrwać się z tego. Ruszyłem przez kraj sam z plecakiem korzystając z ichniej szych środków lokomocji (matatu). Cóż to była za przygoda! Do dziś nie zapomnę wioski plamienia Josepha nad jeziorem Baringo, mrok, tlące się ognie glinianych palenisk na których piekły się świeże ryby złapane w jeziorze, nie dla turystów bo ich tam nie ma tylko dla zwykłych ludzi, którzy spali obok w chatce. Tam była radość obcowania z ludźmi i muzyka. Muzyka w Afryce była wszędzie, nawet wśród biednych ludzi, którzy nie mieli butów a tańczyli na piasku. Muzyka pieśni bębnów miarowo bitych przez pracowników holenderskich plantacji znad jezioro Nakuru. Muzyka w podrzędnych barach, których nie powinienem nazywać barami, gdyż często składały się wyłącznie z położonej blachy falistej w roli ścian i sufitu oraz paleniska na chapati lub okratowane kiosku gdzie wydawali kekuje (wino). Była nawet kiedy milkły wszystkie rozmowy, gdy wchodziłem do takich właśnie miejsc siejąc zdumienie wśród stałych bywalców.
    Wydaje mi się, ze w Afryce wszystko jest bardziej intensywne. Kolory, zapach kwiatów, słońce, uczucia, życie i śmierć cały czas Ci towarzyszy. Kiedy wyładowałem w Warszawie przytłoczyła mnie cisza. W Afryce musiałem być nieustannie czujny, gotowy na konfrontację. Pamiętam, jak się zachowywałem na dworcu w Warszawie Centralnej. Wszyscy wiemy, ze tam zdarzają się kradzieże, więc zachowywałem się tak jak w Afryce w takich miejscach. Odpowiednie usadowienie się na plecaku, nieustanne obserwowanie ludzkich twarzy i zachowań spod kapelusza, każdy zbliżający się człowiek, stanowił potencjalne zagrożenie. Byłem gotowy do reakcji :). Teraz jak o tym myślę to się uśmiecham. Tęsknię za Afryką.

  8. Swojak Autor wpisu

    @Cezar, @Mellon
    Cezary, dobrze mi się mieszka w Polsce. Często spotykam się z życzliwością. Jednak na tle tych kilkudziesięciu krajów, które odwiedziłem w ostatniej dekadzie, wygląda to jedynie na dobry początek powszechniejszej serdeczności, której może kiedyś się dorobimy.

    Mellon, Twój dotyk czarnej Afryki wygląda mi na bez porównania głębszy, niż moja delegacja biznesowa spędzona w większości w enklawach białych ludzi.

  9. Cezar

    Mellon, kręci Cię życie w ciągłej czujności i gotowości na konfrontację?

  10. Black Lady

    Witam 🙂

    Wlasnie siedze sobie w szczelnie zamknietym hotelu w Kempton Park w Johannesburgu i czytam Twoje spostrzezenia na temat tego miasta.
    Jestem juz tutaj 3 tygodnie i faktycznie, co jest niesamowicie zdumiewajaca to ta zyczliwosc ludzka, szeroki usmiech i wszechobecna radosc mimo tak trudnej rzeczywistosci jaka tu panuje. Bo latwo nie jest, skoro kazdy kto ma dom otacza go wysokim murem i drutem kolczastym pod napieciem, skoro co najmniej 40% ludzi w kraju jest bezrobotnych, a 25% ma HIV.
    Patrzac z tej persepktywy to czasami nasze polskie problemy sa wrecz smieszne. Przeniesc krzyz czy nie przeniesc, czemu ten albo inny polityk smial powiedziec cos tak oburzajacego 😉
    Tu naprawde widac biede, wystarczy pojechac kawalek za miasto zeby znalezc sie w dzielnicy slumsow, gdzie warunki zycia sa dla nas niewyobrazalne.

    Ale mimo tego, mimo tych mrozacych krew w zylach opowiesci jakie slysze codziennie od miejscowych nie czuje sie tego ze jest im tu na tyle zle zeby uciec stad. Oni kochaja ta ziemie, to jest ich dom i potrafia cieszyc sie i korzystac z wszystkiego co dobre w tym kraju.
    Zgodze sie ze generalnie nam Polakom brakuje tej cudownej cechy, ze lubimy marudzic, narzekac, zamiast cieszyc sie z wolnosci, z piekna naszej przyrody, z codziennosci.
    Ci z ktorymi sie tu zetknelam sa wrazliwi na krzywde innych, wielu stara sie pomoc i naprawde jest pelnych wspolczucia i empatii. Wiedza z czego wynika glowny problem w ich kraju, cytujac kolezanke „Hungry stomach has no consciousness”.

    Tutaj mam naturalnie przyklejony usmiech do buzi, moze to tez zasluga slonca i coweekendowego kontaktu ze zdumiewajaca przyroda :D. Zabieram go ze soba i zamierzam zarazac nim innych po powrocie!!! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

  11. Swojak Autor wpisu

    Black Lady, dzięki za ten powiew afrykańskiego uśmiechu!
    Też myślę, że czasem niektórym banalnym problemom nadajemy dużą wagę. To chyba zależy od punktu widzenia.

  12. Monika

    Codziennie rano ide biegac i wcale nikt mnie nia nia pada ani do mnie nie strzela, przezylam juz 25 lat i mieszkam w johannesburgu. RPA jest cudownym miejscem na ziemi ale rowniez miejscew w ktorym trzeba wiedziec gdzie chodzic i z kim sie zadawac. bylo mi dane mieszkac w kilku miejscach na kuli ziemnskiej i nie ukrywac, ze wlasnie tutaj czuje sie bezpieczna. wystaczy wyjechac za miasto i jestesmy na slamsach????? a powiedz mi kochana gdziez tych slamsow nie ma. jesli sie nie ma edukacji, nie umie sie pisac ani czytac i do zadnej roboty cie przez to nie wezma to gdzie ty bys chciala mieszkac? dlaczego nie wspomniecie o tych bogatych dzielicach? gdzie rozmiary domow przekraczaja nasze pojecie, gdzie rozmiary ludzkich portfelow i prawdopodobnie nie zmieslilyby sie w sie w coniektorych damskich torebkach? nie jestes leniwa, chcesz pracowac, masz czym myslec to zajdziewsz w tym kraju daleko? wysokie mury z drutami pod pradem? cos za cos? chce sie zyc w sloncu i cudach przyrody trzeba cos poswiecic? gdyby strach byl tu tak odczowalny dlaczego by bylo nas tu Polakow az tylu? dlaczego ludzie powracaja na czarna ziemie? przykro mi ze ktos wlasnie tak opisuje RPA wiedzac o tym kraju tak malo? jesli czujesz sie niebezpiecznie w miejscu w ktorym mieszkasz moze czas na przeprowadzke? w sumie moze dobrze ze wspomniano tu o niebezpieczenstwie i strachu….. moze w koncu zaczne sie bac, a i mojej sasiadce, ktora codziennie wychodzi na spacer ze swoim maluszkiem wozku tez lepiej powiem by sie zaszyla w domu bo jeszcze ktos jej w leb strzeli….. och dziekuje wam, you ve made my day, dawno sie tak nie uhahalam. pozrwaiam wszystkich polakow zamieszkalych na czarnym ladzie i uwazajcie na siebie kochani 😉

  13. Monika

    I jeszcze do mniej swiadomych i douczonych osob, Johannesburg nie jest stolica RPA, jest nia pretoria 🙂

  14. Swojak Autor wpisu

    Moniko, jak widzę rozmaicie można postrzegać RPA.

  15. Black Lady

    Uważam, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii i przemyśleń, warto je uszanować a nie się z nich śmiać.

    Nie mieszkam w Johannesburgu, spędziłam tam tylko kilka tygodni, już wróciłam do Polski, w której jakoś nie zauważyłam slumsów i ogromu śmieci na ulicach. I nie wyobrażam sobie życia w RPA, podobnie jak wielu innych Europejczyków.
    Rozumiem, że jak żyjesz tam tyle czasu to znasz go lepiej i walczysz o dobre imię kraju, zupełnie logiczne. Ja będąc tam tylko z wizytą, ale pracując z miejscowymi wyrobiłam sobie zdanie na temat codzienności w Johannesburgu. I nie są to tylko straszne opowieści, choć takie też słyszałam. W RPA podziwiam przyrodę, piękną pogodę, dzikie zwierzęta, szanuję ludzi, którzy tam żyją, poznałam wielu przyjaźnie nastawionych i uśmiechniętych.

    Ale też zetknęłam się z porażającą nędzą a z drugiej strony z nieopisanym bogactwem, więc argument przepełnionego portfela tym bardziej do mnie nie przemawia. Nie chciałabym pławić się w luksusie, wiedząc że naokoło ludzie walczą o przeżycie. Nie cieszyłoby mnie to, bo życie w kraju, w którym są takie kontrasty w społeczeństwie mi nie odpowiada. Miasto mnie również nie powaliło swoją urodą na kolana. I myślę,że nie przypadkowo jest uważane za jedno z mniej bezpiecznych na świecie. Niektórzy moi tamtejsi znajomi z pracy wielokrotnie rozważali wyprowadzkę z Johannesburga, nie koniecznie za granicę, często w inną, bezpieczniejszą i ładniejszą część kraju.

    Każdy kto ma taką możliwość wybiera swoje miejsce na ziemi, większość nie ma takiego wyboru. Dokonałaś swojego wyboru, z pewnością według i dla Ciebie słusznego, a ja mogę i będę opowiadać o tym dlaczego Johannesburg nie jest miastem bliskim mojemu sercu.
    Pozdrawiam

  16. Swojak Autor wpisu

    Black Lady, rozumiem, że zarówno moje, jak i Twoje opisy RPA były niezgodne z postrzeganiem kraju przez Monikę.
    Myślę, iż każdy z naszej trójki dzielił się szczerze obserwacjami jakich doświadczył.
    Mam zaufanie do tego jak postrzegam zagrożenia w miejscach, które odwiedzam. Odwiedzenie kilkudziesięciu krajów dało mi intuicyjne odczucie, gdzie jest groźnie, a gdzie raczej nie. Co więcej, zwykle sięgam po oficjalne rekomendacje zachodnich rządów przed podróżą do miejsca, gdzie jeszcze nie byłem. Zaś po przybyciu do miasta proszę lokalnych współpracowników o wskazówki na temat bezpieczeństwa. Na tej podstawie uznałem Johannesburg za niebezpieczne miasto. Moim zdaniem wciąż jest tu bezpiecznej niż w San Juan czy w Manili.

Możliwość komentowania jest wyłączona.