Taka jest idea skutera.

Warszawa i okolice są pełne motorów. W pogodne dni, na drogach widzę też sporo skuterów. Łatwiej jeździć po mieście na dwóch kółkach. Parkowanie też jest proste. Dorośli kupują jednoślady, aby jeździć do pracy. Przy okazji sprawiają frajdę swoim nastoletnim dzieciom i po wydaniu niespełna dwóch tysięcy złotych dają swoim latoroślom zabawkę z silnikiem. Ileż potem mają radości widząc, jak dzieci organizują przejażdżki dla kolegów i koleżanek po okolicznych uliczkach. Uciechy jest co niemiara.


foto: www.yamaha-motor.ch

Ja też jeżdżę do pracy motorem. Codziennie  rano, przed wyjściem do pracy, wciągam na siebie solidne spodnie z ochnianiaczami na kolanach i udach. Na nogach mam wysokie buty wzmocnione w miejscach narażonych na kontuzję. Do tego kurtka z zabezpieczeniami, mocne rękawice i pełny kask, zakrywający także szczękę.

Gdy staję na skrzyżowaniach, czekając na zmianę świateł, spotykam motocyklistów w podobnych wdziankach. Bywa nam gorąco. Lecz w razie upadku, mamy odrobinę ochrony na grzbiecie. Ostatnio kolega zaliczył upadek na lokalnej drodze. Mówi, że jechał około 40 km/h, gdy z parkingu wprost na niego wyskoczył samochód. Na szczęście znajomy wyszedł z tego bez szwanku. Był uważny i dobrze ubrany.

Natomiast, gdy zobaczyłem zdjęcia córki, i jej koleżanek, uczących się jazdy na skuterze, to cieszyłem się, że żadna z nich nie znalazła się w sytuacji kolegi staranowanego przez auto. One też jeździły 40 km/h, one też były na lokalnej drodze. Od mojego pechowego kolegi odróżniała je masa fantazji, brak umiejętności i zwiewne letnie ubrania. Miały szczęście, że nikt w tym czasie nie wyskoczył z parkingu, bo w ich przypadku było by krwawo i tragicznie.

Ktoś w ich szkole wpadł na szatański pomysł zorganizowania egzaminu na kartę motorowerową. Egzamin był eksternistyczny. Nikt nie przekazał uczniom elementarnych zasad korzystania z jednośladu. Rodzice jednej z dziewczyn pojechali do supermarketu, kupili skuter i wręczyli czternastolatce kluczyki, aby uczyła się do egzaminu. Ojciec z rozrzewnieniem patrzył ile radości sprawia dzieciom pomykanie po okolicznych drogach gminnych. Zaś matka skwitowała moje protesty oznajmiając, że ma zaufanie do swojej córki, która jest bardzo ostrożna. Wycofałem się z sytuacji z etykietką niegroźnego wariata, który zabronił własnej córce wsiadania na jakikolwiek skuter.

Pewnego słonecznego dnia jechałem do pracy i przy zamkniętej rampie zatrzymał się obok mnie mężczyzna na pięknym, dużym skuterze. Po otwarciu przejazdu ostro ruszył i był daleko przede mną. Spotkałem go ponownie na następnych światłach. Pochwaliłem jego mocny skuter. Zapytałem też, czy nie boi się tak pędzić w krótkim rękawie i w krótkich spodenkach, bez żadnych ochraniaczy. Odparł, że przecież jak jeździ skuterem to nie będzie myślał o tym, iż może się przewrócić. Nim popędził na złamanie karku rzucił: taka jest idea skutera!

Spróbuję tutaj pogodzić „ideę skutera” z elementarnym bezpieczeństwem. Koleżanki i koledzy na skuterach, proponuję rozważyć przynajmniej minimalny zestaw ochronny: poza skuterowym kaskiem, także rękawice, buty powyżej kostki, kurtkę i spodnie z mocnego materiału.  Idealnie byłoby zastąpić otwarty kask takim, gdzie szczęka jest osłonięta; ponadto pod kurtkę i spodnie założyć ochraniacze lub kupić ubrania na motor.

Niech idea skutera będzie gotowa odpierać ataki asfaltu!