Wirtualna wycieczka do podwarszawskiej gminy

Kilka lat temu kupiłem działkę pod Warszawą. Przy okazji wspomnianych wcześniej dylematów „budować czy kupić” postanowiłem odwiedzić „swoją” gminę. W zasadzie poza posiadaniem działki niewiele mnie z tą gminą łączy. Słowo „odwiedzić” powinienem napisać w cudzysłowie, bo wizyta miała być tylko na ekranie komputera.

Wycieczka udała się wyśmienicie. Mam sporo do czynienia z internetem, ale przyznam, iż byłem zaskoczony jak wiele informacji jest w sieci. Dowiedziałem się o szkołach, komunikacji, rozbudowie sieci kanalizacji i nowych osiedlach wznoszonych w okolicy. Sporo bieżących informacji znalazłem na forum internetowym mieszkańców gminy. Część informacji pochodziła sprzed roku lub dwóch. Raz dwa zarejestrowałem na forum swój profil. W ciągu kilku godzin jeden z mieszkańców gminy serdecznie i cierpliwie wyjaśnił moje wątpliwości o tym jak wygląda sytuacja w gimnazjum, które obecnie wydaje się działać sensownie, po okresie jakichś zamieszań i chuligaństwa. Wyklarował mi też sytuację dojazdów do Warszawy: czym i jak najsprawniej można dotrzeć do miasta.

Potem spędziłem kilkadziesiąt minut wczytując się w lokalne debaty na rozmaite tematy począwszy od dróg, aż po organistę w lokalnym kościele. Czytałem to nie tyle, aby zebrać fakty, ale raczej by wyczuć atmosferę w lokalnej społeczności. W sumie odczucia jakie zebrałem mogłyby pewno dotyczyć wielu podmiejskich wiosek, nie tylko na Mazowszu. Otóż wyczułem jakieś podskórne iskrzenie między mieszkańcami związanymi z wioską od urodzenia i tymi co wprowadzili się do nowych domków. Dość symptomatyczna była wymiana zdań przy okazji debaty o lokalnej parafii rzymsko-katolickiej. Kilku przybyszów wychwalało zmiany jakie wprowadzał w przeszłości jeden z księży, co zdaniem dyskutantów miało zbliżać parafię do modelu miejskiego. Zaś obecnie widzą niechlubny powrót to wiejskiej tradycji. W odpowiedzi tubylec bronił obecnych porządków i nie chciał, aby przewracano jego lokalny świat do góry nogami. Gorąca wymiana zdań doszła to punktu, gdy z jednej strony padły argumenty o tym, że dzięki napływowi mieszczuchów wioska ma szansę na rozwój edukacyjny i cywilizacyjny; zaś z drugiej strony były komentarze, iż trudno dawać wiarę w zaangażowanie napływowych mieszkańców w życie gminy, bo oni wydają się traktować to miejsce jako li tylko sypialnię, a ich życie i tak jest skoncentrowane na Warszawie.

Dało mi to do myślenia. Jeśli zamieszkam w tym środowisku to sam też się jakoś wpiszę w tą sytuację. Zwykle tam , gdzie się znajduję to jestem aktywny społecznie. Przypuszczam, że tak będzie też w wiosce (tej lub innej), w której zamieszkam. W Szwajcarii mieszkam w siedmiotysięcznym miasteczku. Mimo przepaści cywilizacyjnej między Szwajcarią, a Polską małe społeczności mają z pewnością wiele cech wspólnych bez względu na to, w jakim kraju się znajdują. Od urodzenia mieszkałem w mieście (a w właściwie w kilku różnych miastach) i pierwszą wioską w jakiej się znalazłem była ta w Szwajcarii. Na początku miałem trudności z odnalezieniem się w takiej społeczności, gdzie ludzie wiedzą o sobie bardzo dużo, a relacje międzyludzkie są niemal rodzinne. Jednak teraz lubię takie życie. Chętnie zobaczę jak moje doświadczenia ze szwajcarskiej wioski, będą się miały do tego na co napotkam na mazowieckiej drodze.

2 myśli nt. „Wirtualna wycieczka do podwarszawskiej gminy

  1. Lansjer

    A czymze takim przejawiala sie owa …”przepasc cywilizacyjna”,ktora to autor zarejestrowal po zamieszkania na szwajcarskiej wsi?Sam mieszkam dobre kilkanascie lat w jednym z najbogatszych krajow Eur.Zach. w ktorym kobiety nie puszcza sie przodem a na dziesieciu przechodniow zapewne jeden nosi przy sobie chusteczke do nosa!

  2. Swojak Autor wpisu

    W moim odczuciu „przepaść” wyraża się w podejściu do dobra wspólnego, sposobie prowadzenia dyskusji i podejmowania decyzji; myśleniu o sprawach, które mają wpływ na przyszłość społeczności itd.
    Cywilizacja to moim zdaniem dużo więcej niż walka z analfabetyzmem, codzienna kąpiel, eleganckie wycieranie nosa i szarmanckość. Cywilizacja szwajcarska to dla mnie wiele pokoleń wspólnego budowania lokalnych społeczności i dbania o lokalne wspólnoty przez ich mieszkańców. Współpraca ponad rywalizacją, dobro wspólne ponad egoizmem.
    Szwajcaria jest daleka od „raju na Ziemi”, ale mam duży szacunek do standardów życia społecznego w tym kraju.
    Temat „przepaści cywilizacyjnej” wydaje mi się intrygujący i może jeden z kolejnych wpisów poświęcę temu tematowi. Lansjer, dziękuje za wyakcentowanie tego punktu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.