Baśniowy świat masowej widowni.

Widziałeś „Avatar”?
Polecam wyjście do kina i dorzucenie swoich złotówek do tego ogromnego sukcesu komercyjnego.
Dziesiątki milionów widzów zobaczyły film w ciągu kilku tygodni od premiery. James Cameron wie jaką bajkę opowiedzieć nam w roku 2010. W filmie znajdzie się dla każdego coś miłego, czyli Cameron mówi o niczym do wszystkich.


Zdjęcie z  amog.com

Usatyfakcjonowani  mają wyjść z seansu widzowie z 30 grup, do których zwraca się Cameron:
– sfrustrowani z powodu militaryzmu pchającego Amerykanów na kolejne wojny;
– tęskniący za bliskim naturze życiem Indian przed podbojem Ameryki;
– refleksyjni nad bezmyślnym konsumpcjonizmem pchającym świat w przepaść;
– wierzący w energetyczne zespolenie człowieka i przyrody;
– przebudzeni do praktyk duchowych i będących w kontakcie z duchami przodków;
– wolący wyobrażenie Boga Matki zamiast Boga Ojca;
– współczujący cywilnym ofiarom imperialnych wojen;
– potrzebujący zobaczyć śmierć, cierpienie i klęskę złych napastników;
– wierzący w pokonanie przemocy przemocą (acz czynioną w imię dobra);
– chcący zobaczyć silne i prawe kobiety na tle zacietrzewionych i błądzących mężczyzn;
– ceniący piękne panoramy;
– kochający gadżety (także militarne);
– wierzący w miłość i porozumienia ponad podziałami kulturowymi;
– tęskniący za kowbojami wyłapującymi i oswajającymi dzikie rumaki;
– wierzący w mit przemiany przygłupiego amerykańskiego żołnierza w humanitarnego lidera pociągającego tłumy swoją głębią moralną i wizją lepszego świata;
– widzący korporacje rządzące światem nauki i polityki (wraz z jego armią);
– zgorszeni infantylizmem liderów biznesowych;
– uważający, że zabijanie zwierząt powinno być ograniczone do minimum;
– współczujący osobom niepełnosprawnym;
– marzący o podróżach międzyplanetarnych;
– przekonani, że istnieje życie poza Ziemią;
– czekający na ładny film trójwymiarowy;
– widzący piękno w wychudzonych anorektycznych ciałach;
– podziwiający twarze i ciała Indian umalowane w barwy wojenne;
– czekający na sceny batalistyczne w leśnej scenerii;
– liczących na cuda związane z inżynierią genetyczną;
– przekonani o możliwości wyjścia ludzkiej świadomości/umysłu z jednego ciała i wejścia do innego;
– lubiących zapalić papierosa w miejscu w pracy;
– wierzący, że za 150 lat Amerykanie będą mieć wciąż coś do powiedzenia;
– liczący, że język angielski po opanowaniu Ziemi opanuje wszechświat.

A co ja czułem wychodząc z kina? Dla mnie Avatar to smutny film. W mojej głowie ta baśń obudziła tylko obrazy cywilizacyjnych podbojów i grabieży.

Czekam na Twoje refleksje. Jak masz ochotę to napisz co zobaczyłeś w „Avatarze”.

8 myśli nt. „Baśniowy świat masowej widowni.

  1. witka

    Oglądając film miałam podobne wrażenie, fabuła przedstawiająca walkę między cywilizacjami, prowadząc do zagłady pozostawia smutek, jednak patrząc na stronę techniczną film został perfekcyjnie zrealizowany, świat stworzony przez Camerona działa na wyobraznię, pod tym względem to mistrzostwo świata.
    Co do przekazu reżysera, to lepiej od Ciebie bym tego nie mogła opisać:)

  2. Łukasz

    Dosłownie wczoraj zobaczyłem dopiero ten film i cóż… zobaczyłem „Bravehearta” w trochę innej scenerii i okolicznościach.

  3. Swojak Autor wpisu

    @Witka, @Łukasz
    To jest chyba dowód mistrzowskiego poziomu Camerona, skoro nie powiedział nic nowego, a podbił sale kinowe całego świata.
    Być może to ostatni tak owocny trick masowości. Zdaniem Chrisa Andersona piszącego o teorii ekonomicznego długiego ogona (http://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%82ugi_ogon) hity filmowe będą coraz słabsze i będą miały coraz mniejsze znaczenie społeczne. Anderson uważa, że wkraczamy w społeczeńswo, gdzie niszowość będzie normą.
    Może Cameron zamyka swoim „Avatarem” erę masowej widowni?

  4. coaching.net.pl

    Jeśli mówimy o masowości, to patrzmy na liczbę widzów, a nie wartość zysków. W tej kategorii Avatar jest dopiero na 15 miejscu w USA: http://boxofficemojo.com/alltime/adjusted.htm?adjust_yr=1&p=.htm

    Dla mnie film bez praktycznie żadnego nowego pomysłu i ducha, stworzony na zasadzie marketingowej analizy niezaspokojonych potrzeb społecznych, do bólu łopatologiczny. Wyszedłem rozczarowany. 13 lat temu w USA widziałem w kinie lepsze efekty 3D.

    Jedyny plus za kreację wizerunku postaci obcej cywilizacji Navi (więksi od ludzi) i przenoszenie emocjonalności bohaterów na avatary (to się naprawdę udało).

    Nie rozumiem tylko, dlaczego i komu Ty Swojaku polecasz ten film?

    Osobiście zachęcam do obejrzenia, np. „Pożegnań” (Okuribito, jap.)
    http://www.vivarto.pl/film/czytaj/id/221

    Pozdrawiam
    Krzysiek

  5. Swojak Autor wpisu

    Krzyśku, dzięki za komentarz i za ciekawe linki.
    „Avatar” jest moim zdaniem zjawiskiem godnym dostrzeżenia.
    Jest zwierciadłem naszych czasów. Zamiast oglądać TV, czytać gazety wystarczyło spędzić wieczór kinie i poczułem czym żyją Amerykanie. Póki co, to czym żyją Amerykanie przekłada się na to czym żyje świat (po dobroci lub pod okupacją).
    Zatem Panie Coachu, w fachu pracy z ludźmi wyjście na Avatar potraktowałbym jako sprawę służbową i wrzucił bilet w koszty działalności 😉

  6. witka

    Krzyśku, nierozumiem skąd taka irytacja poleceniem obejrzenia Avatara. Każdy z nas wie, że to kino komercyjne, nie ulega to żadnej wątpliwości, jednak pardoksalnie film jest świetny i godny polecenia.
    Wnioskuje z tego, że wszystko co komercyjne jest złe i passe-niekoniecznie.

  7. coaching.net.pl

    Ach, irytacja jest czysto osobista i bierze się z zawiedzionych nadziei.
    Po prostu dałem się nabrać machinie marketingowej i powtarzającym za nią znajomym, że Avatar jest:
    1. rewolucją, filmem przełomowym w historii kina,
    2. niesamowitą kreacją.
    Przez to poszedłem na film z rozbudzonymi nadziejami, że zobaczę:
    1. jak bardzo do przodu posunęła się technika 3D,
    2. niesamowite pomysły (zastanawiałem się np. czy pomysł na obcą planetę zakasuje pomysł Lema z Solaris z inteligentnym oceanem).
    A zobaczyłem:
    1. zwykły film 3D; tak jak pisałem, lepsze efekty 3D widziałem już 13 lat temu (3D w Avatarze dzieje się za ekranem zamiast przed przez co jest bardzo statyczne),
    2. praktycznie zero świeżych pomysłów i masę kopiowania (nawet obraz przyrody jest tylko lekko przejaskrawionym miksem lasu równikowego, prehistorii i filmów typu Obcy).
    I się rozczarowałem.

  8. Swojak Autor wpisu

    @Witka, @Coaching
    Witko, no właśnie z tego szamba komercji staram się wyłowić jakieś znaczenia. Jednocześnie zgadzam się z tym co stwierdził David Foster Wallace:
    „TV is not vulgar and prurient and dumb because the people who compose the audience are vulgar and dumb. Television is the way it is simply because people tend to be extremely similar in their vulgar and prurient and dumb interests and wildly different in their refined and aesthetic and noble interests.” („TV nie jest prostacka, lubieżna i głupawa dlatego, że ludzie którzy stanowią jej widownię są prostaccy i głupawi. Telewizja jest jaka jest po prostu dlatego, że ludzie są zwykle ekstremalnie podobni w swoich prostackich, lubieżnych i głupawych zainteresowaniach, zaś dziko różni w zainteresowaniach wyrafinowanych, estetycznych i wzniosłych.”)
    Coachingowy Krzyśku, widzę, że faktycznie mocno się rozczarowałeś.

Możliwość komentowania jest wyłączona.