Zamiast wstępu: powrót do Polski po kilku latach na Zachodzie

To już prawie osiem lat od dnia, gdy zadzwonił do mnie kolega z centrali naszej firmy i zapytał, czy nie miałbym ochoty na pracę w szwajcarskim biurze. Kilka miesięcy później nasza mała rodzina mieszkała już u podnóża Alp.
Wiele wskazuje na to, że niedługo przeprowadzimy się w przeciwnym kierunku i Alpy zamienimy na Wisłę.
Ktoś mi powiedział, że powrót do swojego kraju po pięciu latach to jest przeprowadzka do innego, nieznanego kraju, bo nie będzie on taki jak w naszych wspomnieniach. Było to chyba po angielsku i miało być prawdą uniwersalną, dotyczącą każdego kraju, a nie konkretnie Polski. Polska rozwija się szybciej niż „normalne” społeczeństwo.
Zatem zdaję sobie sprawę, iż wracam do innego społeczeństwa, niż to pozostawione we wspomnieniach z roku 2000.

Domyślam się, że niniejsze notatki są czytane głównie przez mieszkańców Polski. Pewno poszukują tu zaspokojenia tak oczywistej potrzeby porównania siebie i swojego kraju do innych. Cóż może lepiej opisać nadwiślańską rzeczywistość niż odczucia rodaka, który przez kilka lat napawał się dobrobytem, spokojem i łatwością życia w jednym z najlepiej zorganizowanych państw świata, a teraz wskakuje w rwący nurt życia społeczeństwa na dorobku.
Wiem, że zaglądają tu też Polacy mieszkający za granicą. Bowiem niewielu jest takich, którym nigdy przez myśl nie przemknęła chęć powrotu do Ojczyzny.
Tutaj mają okazję odbyć wirtualną podróż śladami swojej mrzonki o powrocie. Mogą się wcielić w autora tych słów i wyobrazić sobie swoje lądowanie w starym-nowym kraju ojców.

Zatem ja zbliżam się – krok po kroku – do przeprowadzki. Mimo nawału spraw postaram się – mniej lub bardziej systematycznie – przekazywać Wam swoje obserwacje polskiej rzeczywistości.

Na razie mieszkam w Szwajcarii, a w Polsce bywam z nasilającą się częstotliwością.
Lubię te przyjazdy. Zresztą zawsze je lubiłem.
Chyba nawet bardziej polubiłem tą kosmatą krainę, gdy zamieszkałem setki kilometrów od niej. Po chwili zastanowienia dodam, że to nie chodzi o odległość. Swoją polskość mocno poczułem żyjąc i pracując wśród obcokrajowców. Sposób komunikowania, ulubione potrawy, podejście do życia, sposób pokonywania przeciwności i wiele innych drobiazgów definiowały mnie (na mój zupełnie prywatny użytek) jako Polaka.
Jako osoba z natury pogodnie nastawiona do rzeczywistości polubiłem swoją świadomość bycia Polakiem. Ci z Was którzy nie doświadczyli długich miesięcy życia wśród „nie-Polaków” mogą potrzebować wyjaśnienia pewnej oczywistości: Kim się czułem mieszkając w Polsce? Czy dopiero po trzydziestce stałem się Polakiem? Otóż, moi drodzy, mam podstawy sądzić, iż przed wyjazdem do Szwajcarii myślałem o swojej polskości nie mniej i nie więcej niż każdy z Was urodzonych, wychowanych i wykształconych w Polsce. Ot, po prostu, byłem tu u siebie i nieczęsto miałem potrzebę odpowiadać (sobie i innym) na pytanie narodowościowe. Dziadkowie byli Polakami, rodzice to Polacy, ja też jestem Polakiem i nie było się nad czym zastanawiać.
Zaś żyjąc wśród „innych” niemal każdego dnia widziałem szwajcarską linię demarkacyjną rozdzielającą swoich od obcokrajowców. To była dla mnie ciekawa szkoła refleksji nad tym na ile jesteśmy postrzegani przez pryzmat swoich indywidualnych cech, a na ile poprzez to czym wyróżnia nas nasza narodowość.
Tym przydługim wywodem dochodzę do stwierdzenia, że jestem szwajcarskim Polakiem.
Po kilku latach zamierzam zmienić ten status.
Dlaczego to robię? Dlaczego właśnie w czasie, gdy najmodniejszym kierunkiem przeprowadzek jest emigrowanie z Polski?

Być może warto o tym napisać. Skoro postanowiłem dzielić się z Wami tym co mnie spotyka to wiedzcie też dlaczego tak się dzieje.
Tak jak początek mojej szwajcarskiej przygody był związany z pracą, tak i decyzja powrotu miała z tym związek. Postanowiłem „przewietrzyć” swoją karierę zawodową; no i tak doszedłem do ciekawych pomysłów biznesowych rozwijanych w Polsce, a w ślad za nimi do decyzji o przeprowadzce.
Zmiana kraju zamieszkania to dla mnie dość prosta sprawa. Przez ostatnie lata sporą część czasu pracy spędziłem zarządzając projektami w rozmaitych miejscach globu. Spędzałem po kilka tygodni lub miesięcy w mniej lub bardziej ciekawych krajach. Lecz to samo co dla mnie jest dość łatwe jest jednocześnie sporym wyzwaniem dla rodziny. Po latach spokojnego, przewidywalnego szwajcarskiego życia dzieci miały zamieszkać w kraju znanym im z wakacyjnych i świątecznych wypadów. Córki przeszły kilka klas w szwajcarskiej podstawówce, gdzie zadanie domowe to jakiś drobiazg pochłaniający zwykle pół godziny dziennie. Były uczone przez nauczycieli, którzy zarabiali prawie trzykrotność tamtejszej średniej krajowej, a zatem cieszących się poważaniem społecznym. Przypuszczam, że szkoła w Polsce będzie dla dzieci interesującym doświadczeniem.

Starsza córka kończy podstawówkę, więc Polskę powita z ławki gimnazjalnej. Młodsza ma trafić do czwartej klasy. Zaś nasz czteroletni syn ma szansę być w pełni produktem polskiej szkoły, bo był za młody na szwajcarską edukację.

51 myśli nt. „Zamiast wstępu: powrót do Polski po kilku latach na Zachodzie

  1. Pollus

    Witam,
    Znalazlem zupelnym przypadkiem ta wiadomosc, stoje przed podobnym problemem jednak zagranica jestem troche ponad 2 lata. Postawonilem ze juz starczy i za dwa tygodnie bede juz w Polsce. Przeszywaja mnie jednak spore obawy apropo tego kroku, moze to najgorsza decyzja w moim zyciu, jednak jest pare rzeczy dla ktorych warto podjac ten krok, w zasadzie jedna.
    Mam adzieje ze Panu poszczeci badz juz poszczescilo.
    Co do polskosci, faktycznie na obczyznie zaczynaja do nas dochodzic mysli ktore w domu byly uspione i nie wiedzialo sie o ich istenieniu. Jednak czy wracajac do Polski z nadzieja nie upewnimy sie, ze nasz krok poprzedni kiedy yjechalismy byl trafny? Na to pytanie odpowiedzi udzieli nam chyba juz tylko i wylacznie zycie.

    Pozdrawiam

  2. Swojak Autor wpisu

    Pollus, serdecznie dziękuję za komentarz. Myślę, że decyzja powrotu do Polski jest poniekąd odwracalna, bo świat zrobił się dość mały. Zatem nawet jeśli kiedyś w przyszłości poczujemy znowu chęć zamieszkania za granicą to będzie to możliwe. Nasze dzisiejsze wybory są chyba łatwiejsze, niż te dokonywane przez naszych starszych kolegów w latach osiemdziesiątych. Wtedy była to raczej „uliczka jednokierunkowa”.

  3. maciek

    Witam,
    Nareszcie znalazlem „kawalek” internetu, w ktorym nie ma ujadania polakow. To co mozna przeczytac na typowych forach (np na Onecie) wywoluje u mnie niesmak. Polacy w kraju wylewaja pomyje na swych ziomkow na emigracji i odwrotnie.
    Charakter tych wypowiedzi pozwala przypuszczac, ze rzeczywiscie internet trafil pod strzechy….
    Moim zdaniem istote emigracji i wszystkie bolaczki emigranta – mimo, ze ma on w dzisiejszych czasach internet i komorke, oraz samolot do kraju niemal na zawolanie – doskonale opisuje Sandor Marai w swoich dziennikach. Jako trzyletni emigrant czytalem je z zapartym tchem. A pisane przed polwiekiem!
    Od siebie chcialem tylko dodac, ze „emigrantem”bylem we wlasnym kraju w latach
    siedemdziesiatych, bo kiedy przeprowadzilismy sie z zona z Torunia do Raciborza to miejscowi mowili do nas „wy sa z Polski”. A w UK tez jestem z Polski…

  4. Swojak Autor wpisu

    Maćku,
    (piszę „Maćku, a nie Panie Macieju, bo myślę, że na takiej stronie internetowej najprościej zwracać się do siebie bezpośrednio)
    Postaram się trzymać przyzwoity poziom tej strony. Mam nadzieję, że będziesz tu wracał z przyjemnością.
    Dzięki Tobie poszperałem w informacjach o Sandorze Marai. Powiem uczciwie, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Widzę, że w Merlinie są dostępne jego dzienniki. Kupię i poczytam. Poza wspólnotą doświadczeń emigracyjnych łączy mnie z nim region pochodzenia. Pochodzę z Galicji – czyli dawne Austro-Węgry. Już się wielokrotnie przekonałem, że istnieje jakaś irracjonalna duchowa wspólnota ludzi z tego regionu. Zatem ostrzę sobie apetyty na tą lekturę.
    Piszesz o emigracji we własnym kraju. Myślę, że wiem o czym mówisz. Ty doświadczyłeś tego poczucia wśród Ślązaków. Moim zdaniem Ślązacy są wyjątkowi. Jako jeden z niewielu regionów oparli się absurdalnej polityce naszego państwa dążącego do zacierania wszelkich różnic regionalnych i dążenia do wyrwania ludzi z poczucia przynależności do małych ojczyzn. Poczucie obcości wśród Ślązaków jest chyba drugą stroną tego samego medalu, który ma po jednej stronie ich szacunek dla tradycji i kultywowanie tej tradycji.
    Tutaj w Szwajcarii widzę jako coś zupełnie naturalnego „małe ojczyzny”, przywiązanie do nich i poczucie emigracji przez osoby, które przenoszą się z regionu do regionu.
    Myślę, że jest dużo podobieństw między przeprowadzką do innego regionu, a emigracją do innego kraju.
    Nawet sprawa języka nie czyni wielkiej różnicy. Jadąc z Torunia do Raciborza trafiłeś pewno wśród ludzi, których językiem wyniesionym z domu była gwara śląska. W Szwajcarii jest to jeszcze większa zmiana, bo osoba przenosząca się z Genewy do Zurychu przechodzi ze społeczności francuskojęzycznej do regionu, gdzie słychać Schwyzertüütsch.
    Patrząc na emigrację w powyższym świetle może by rzecz, że pierwszy raz emigrujemy wyprowadzając się ze swojej rodzinnej miejscowości.

  5. maciek

    Zazdroszcze (pozytywnie) niezyjacemu juz p. Sandorowi i Tobie „dobrego piora”.
    W porannym wpisie – nieudolnie – bo po kilkunastu godzinach pracy, chcialem wyrazic mniej wiecej to, co tak syntetycznie podales w odpowiedzi na moje „wypociny”.
    A poniewaz mam jeszcze sporo przemyslen, z ktorymi chcialbym „wyjsc do ludzi”, sprobuje jeszcze kiedys cos na tej stronie popelnic.
    Na razie dziekuje za szybka i niespodziewana recenzje. Zycze przyjemnej lektury „Dziennikow” i pozostalych ksiazek tego autora.

  6. kasia

    A ja zupelnie z innej beczki………. Po 5 latach pobytu na Zachodzie chce sie rozwiesc i wrocic z synem do Polski – boje sie czy dam rade ulozyc sobie zycie w kraju. Maz jest Niemcem

  7. Swojak Autor wpisu

    Maćku, cieszę się, że odpowiada Ci mój styl pisania. Czekam na Twoje kolejne posty.

    Kasiu, cóż mogę powiedzieć? Trzymam kciuki i dobrze Ci życzę. Zadbaj o dobre alimenty dla synka. Wydanie pieniędzy na dobrego prawnika na tym etapie może się zwrócić z nawiązką w przyszłości.

  8. maciek

    Witam i pozdrawiam,
    Dzis krociotko, bo pozna noc nad Anglia, ale chcialem Cie tylko poinformowac drogi Adminie – ze jestem „galicyjokiem” w drugim pokoleniu. Byc moze oslabiona, ale jakas wiez duchowa powinna wystapic…

  9. Lansjer

    czyzby kolejne towarzystwo wzajemnje adoracji,kadzace sobie nawzajem i nie znoszace
    najmniejszej krytyki ?…..inaczej nie moge sobie wytlumaczyc znikniecia mojego wpisu
    juz nie mowiac o replice…

  10. Swojak Autor wpisu

    Maćku, zatem: witaj bratnia duszo 😉 !

    Lansjer, czyżbyś był typem Czytelnika, który szuka zła tam, gdzie go nie ma? Twój pierwszy i jedyny wpis w tym blogu dotyczył mojego wpisu o „przepaści cywilizacyjnej” i pierwotnie wpisałeś go przy innym tekście. Zatem niezwłoczni przeniosłem Twój komentarz we właściwe miejsce i skomentowałem:
    http://blog.swojak.info/?p=11

  11. Lansjer

    Zwracam honor,najwyrazniej nie jestem jeszcze obeznany z konstrukcja tego forum ….natomiast
    z natury jestem nieufny i nie ma to nic wspolnego z „poszukiwaniem zla”.Pozwalam sobie jeszcze zauwazyc ,ze stan
    naszej rodzimej „cywilizacji” po blisko 60 latach mongolskiej okupacji prezentuje sie calkiem niezle i nie wyobrazam sobie Szwajcarow (inne „cywilizowane” narody rowniez) po przejsciu takich doswiadczen.Jako emigrant z dosc dlugim stazem oswiadczam ,ze nie ma przed kim padac na kolana….

  12. Swojak Autor wpisu

    Lansjer, Twoje wypowiedzi są dla mnie niezmiennie inspirujące do nowych tematów. Nie chcę zamykać mojej odpowiedzi w kilku niezgrabnych słowach. Kiedyś pewno wrócę do tego o czym pisałeś o „mongolskiej okupacji” i „padaniu na kolana”, bo widzę w tym co piszesz ziarno mądrości. Jednak, aby w pełni odpowiedzieć musiałbym się cofnąć do tego jakim społeczeństwem byliśmy wcześniej. Niestety, moim zdaniem to nie tylko 60 lat sprawiło, że odnosimy się do siebie tak jak się odnosimy. Na naszą teraźniejszość wpływ mają co najmniej setki lat, nie upraszczałbym tematu do zwalenia winy na Bolszewików. Ale to temat na dłuższą rozmowę o rozdzielaniu naszych narodowych legend od faktów historycznych.
    Też uważam, że jesteśmy fajnym narodem i moja decyzja o powrocie jest jednym z potwierdzeń tego przekonania.

  13. maciek

    Serdecznie witam Cie Lansjerze w TWA (Towarzystwie Wzajemnej Adoracji – przyp. macka). Z niezdrowej ciekawosci zapytam tylko, czy moglbys ujawnic kraj swej obecnej (bylej) emigracji?

    Zgadzam sie z Adminem, ze to,jakim jestesmy narodem to nie tylko doswiadczenie ostatnich szescdziesieciu lat, ale biorac pod uwage skale spustoszenia cywilizacyjnego, jakie sie wtedy dokonalo to reszta doswiadczen zdaje sie byc malo istotna – (Dzienniki Marai!).

    PS. Pytanie do Wszystkich: czy mozna znalezc sie na emigracji nie ruszajac sie z miejsca?. Nie chodzi mi o tzw.emigracje wewnetrzna.
    Pozdrawiam,

  14. Lansjer

    Witam Swojaka i Macka i dziekuje za ..cieple przyjecie ,tak wiec duch w narodzie nie ginie.Przyznam szczerze ,ze niezbyt chetnie przyznaje sie do kraju w ktorym aktualnie mieszakam…. a to za sprawa incydentu kiedy zajechawszy komus droge uslyszalem wrzask porownujacy mnie do pewnej czesci napedowej…roweru! Kwestie cywilizacyjne a raczej roznic ,ktorych Bogiem a prawda nie widze sa niezwykle istotne w czasach kiedy krajowe media ciagle bija czolem przed Unia przedstawiajac ja jako swojego rodzaju enklawe szczescia i kultury, tutaj musze wyrazic podziw Szwajcarom ,ktorzy sie do Eurokolchozu nie spiesza.Polacy po ponad 120 latach niewoli, rozbicia zarowno terytorialnego jak i kulturowego dokonali czynu do ktorego zaden inny narod nie byl zdolny.Zbudowali panstwo w ciagu kilku miesiecy , zorganizowali prawie milionowa armie i po wyrabaniu mieczem granic niemniejszych cudow dokonali w gospodarce nowego wyczynu ,zeby wymienic COP ,Gdynie ,czy wygranie wojny celnej z Niemcami!Niestety po II WS Polacy stracili kontrole nad wlasnym krajem i praktycznie stan ten trwa do dzisiaj…Niech nikt mi nie pisze ,ze rzekomo bratnie narody zachodu nie kieruja sie szowinizmem a nawet rasizmem,bo sam tego doswiadczylem i pamietam irytacje moich kolegow w”pracy ,kiedy o akcesji Polski do Unii wyrazieml sie slowami : „jak juz sie do nas przylaczycie…..”

  15. Lansjer

    Dodatkowa uwaga.W trakcie pisania tekstu komentarza znika on w pewnym momencie za prawym marginesem ramki zeby pojawic sie pochwili znowu w ramce.Utrudnia to korekcje wpisu ,bo go po prostu w calosci w ramce nie widac.

  16. maciek

    Mysle, ze czas zaczac wystepowac na stronie Swojaka zgodnie z jego intencjami, a wiec komentujac Jego decyzje o powrocie do Polski i Jego pozniejsze, juz polskie doznania.
    Zadanie trudne, bo – (teraz szczypta adoracji) – w tekscie-matce ujal wszystko w sposob zwiezly i powiedzialbym – elegancki.

    Uwazam, ze najwazniejsza rzecza w jego decyzji o powrocie jest moment, w ktorym ja podjal. Mam na mysli wiek Jego dzieci. Najmlodsze
    przejdzie te operacje bezbolesnie, a jego siostry przezyja jedynie rozstanie z rowiesnikami.
    Za pare lat powstal by zapewne dylemat: przy kim zostac? Tu clopak, moze nawet kandydat na meza, tam rodzice, rodzenstwo, a wiek jeszcze niedpowiedni do samodzielnego zycia.

    Bylem swiadkiem takiej sytuacji, kiedy znajomi z okresu mojego pobytu na Slasku, po czterech odmowach dostali po kilkunastu latach zgode na wyjazd do Niemiec – dzieci nie chcialy wyjechac – byly juz zbyt wrosniete w swoje srodowisko.

    Dodam jeszcze, ze dzieci Swojaka, jezeli teraz wroca do Polski beda polskimi dziecmi, moze tylko z nieco „dziwnymi” dla otoczenia zachowaniami. Pozniej bylyby dziecmi polskich emigrantow.

    A teraz czekamy na pierwsze refleksje Swojaka z przyjazdu do Polski.
    Sadzac po jego kilkudniowej nieobecnosci na stronie – pewnie juz jest w drodze.

  17. Swojak Autor wpisu

    Maćku i Lansjerze, faktycznie mamy tu TWA i to chyba naturalna kolej rzeczy w przypadku pisania bloga. Bowiem zagląda tu kilkadziesiąt osób. Większość jest w gronie cichych czytelników, tylko Wy dwaj weszliście w rolę komentatorów i dzięki Wam za to.

    Internet lubi nas szpiegować i wszelkie ruchy są skrupulatnie rejestrowane. Zatem wiem, że od ruszenia z tym blogiem na początku stycznia zajrzało tu 300 osób. Byli to głównie nasi rodacy rozsiani po kilkunastu krajach europejskich, ponadto trochę gości z USA; byliśmy także czytani z tak odległych miejsc jak Australia, Japonia i Islandia!

    Lansjerze, jak czytam Twoje wpisy to aż mnie korci, aby wejść w gorącą i burzliwą debatę polityczną. Z premedytacją tego nie robię, aby nie zagubić tematu jaki sobie zadałem, czyli reemigrację.
    Aha, sprawa tekstu ukrywającego się poza ramką: być może problem jest związany ze specyficznymi ustawieniami komputera; u mnie nie występuje. Ale koniec końców to nawet nie wiedziałbym jak coś takiego poprawić w tym systemie, więc pozostaje nam żyć z tą niedogodnością.

    Maćku, oj tak, wiek dzieci miał kolosalne znaczenie w naszej decyzji. Jeśli chodzi o przeprowadzkę to prawdopodobnym terminem są wakacje, gdy dzieci zakończą rok szkolny. Do tego czasu chcę uporządkować swoje sprawy zawodowe, bo w gruncie rzeczy reemigracja zależy w naszym przypadku od „miękkiego lądowania” zawodowego.

    Poza tym, jak zauważyliście wyrzuciłem z konfiguracji ten automatyczny podpis „Admin”, bo brzmiało mi to zbyt formalnie. Teraz moje wpisy są sygnowane po prostu „Swojak”.

  18. Ramon Calvo

    Swojaku,

    Zycze powodzenia i nieustajacego zapalu w podjetej decyzji.
    Na razie nawet nie mysle o powrocie – bedac na emigracji juz ponad 10 lat ale kto wie – nigdy nie mow nigdy.
    Mysle ze najwiekszy szok przezyja dzieci no ale moge sie mylic.

    W kazdym razie powodzenia!!!!

    Serdecznie pozdrawiam,
    JJ

  19. Karina

    Dziekuje za zaproszenie i link z Bye Bye Poland. Przeczytalam jednym tchem.
    Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w Polsce za jakis czas.
    Karina Grolewska

  20. Swojak Autor wpisu

    Ramon, myślę, że nasze córki jakiś czas będą przecierać oczy ze zdziwienia. Jednak tak jak napisał powyżej Maciek, jest to trochę taki moment „teraz albo nigdy”. Wybraliśmy „teraz”.

    Karina, fajnie, że zostawiłaś tutaj wpis. Dzięki temu wiem, że jesteś nie tylko w Bye Bye Poland, ale też prowadzisz blog „sameryki” – właśnie sobie tam zrobiłem wycieczkę i poczytałem wpisy oraz komentarze. Ja słyszę czekacie na amerykańskie papiery i recesję (pewno w odwrotnej kolejności), a potem wracacie. Zatem jest szansa, że przetrę dla Was ścieżki. Jeśli znasz inne blogi tych co już wrócili to daj znać, fajnie by było poznać ich wrażenia. Jak czytałem u Ciebie lada miesiąc http://pursulka.blog.pl/ będzie już blogiem reemigracyjnym 😉

  21. Ramon Calvo

    ….nasuwa sie takie pytanie po co?
    Nie ma granic, Polska jest w Unii Europejskiej(nie bede komentowal „eurokolchozu” Lansjera bo podoba mi sie poziom dyskusji – nie chce go zanizac), internet, polska TV, polskie produkty w sklepach, rodakow za granica cale masy….wiec jakie sa motywy powrotu?
    Zeby byc wsrod swoich? Zeby nie mowili na Ciebie „ten Polak”?
    Zeby nie musiec dukac w obcym jezyku?
    Moze sam za dlugo juz jestem na emigracji i nie widze juz pewnych rzeczy…..
    Anyhow – why?

  22. Swojak Autor wpisu

    Ramon, jak rozumiem pytanie „po co?” dotyczy mojej osobistej motywacji, bo przecież obydwaj wiemy, że nie ma uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie.
    W moim przypadku decyzja nie była jednoznaczna. Wraz z żoną, przez jakiś czas analizowaliśmy plusy i minusy różnych rozwiązań. Zresztą poza zostaniem w niemieckojęzycznej Szwajcarii lub powrotem do Polski mieliśmy też kilka innych kierunków.
    Pomysł na Polskę nie był zdecydowanym liderem, ale ostatecznie zwyciężył. Upraszczając cały proces decyzyjny powiem, że decydujące znaczenie miała sytuacja zawodowa (moja firma wynosi się stąd), wiek dzieci oraz więzi z rodziną i przyjaciółmi.
    Nim zacznę pakować walizki poczekam na dopięcie ostatnich guzików w sprawie pracy, którą mam podjąć w Polsce. Póki co wygląda to bardzo obiecująco. Zaś jeśli chodzi o dzieci, to są one w takim wieku, że mogę im teraz zafundować jakąś (w razie potrzeby nawet dużą) zmianę środowiska. Lecz chciałbym, aby potem przez kolejną dekadę mogły dorastać w ustabilizowanym środowisku. Trzeci czynnik to więzi międzyludzkie. Mimo całkiem dobrych relacji jakie mamy w Szwajcarii to jednak potrzebujemy, aby dzieci miały częstszy kontakt z dziadkami. Do tego dochodzą spotkania z naszymi przyjaciółmi; widzimy się systematycznie, więc w podtrzymaniu więzi przeprowadzka nie jest konieczna, ale fajnie będzie mieć ich bliżej.
    Zaś bez polskiego jedzenia i telewizji mogę żyć w szczęściu i pogodzie ducha. Jeśli chodzi o etykietkę „Polak” to mam szczęście obracać się wśród ludzi, gdzie jest to odbierane ciepło i sympatycznie, więc nie uciekam przed wskazywaniem „ten Polak”. Język? Mam taką pracę, że masę czasu spędzam w podróżach po całym świecie i z definicji mam wtedy do przełamania bariery w komunikacji. Oczywiście wiem, że to miłe uczucie, gdy otoczenie mówi w moim ojczystym języku, ale nie jest to dla mnie sprawa konieczna do życia.
    Czyli reasumując, teraz wybieram się do Polski, a potem jak dzieci mi podrosną to kto wie, gdzie zamieszkam, może wciąż w Polsce, a może już nie. Tak jak Ty uważam, że świat jest na wyciągnięcie ręki, więc nie uznaję, iż wracam do Polski na stałe, lecz najprawdopodobniej na co najmniej dziesięć lat.

  23. katlia

    Nie bardzo rozumiem dlaczego dla niektorych Polakow decyzja powrotu
    do kraju jest kontrowersyjna. Przeciez chyba nie jest trudno zrozumiec plusow zycia
    „u siebie” jezeli ” u siebie” mozna sobie dobrze ulozyc ciekawe, godne zycie. Ja nie mam
    re-emigracji w planach w ogole, z wielu powodow. Ale popieram decyzje znajomych
    kiedy decyduja sie na powrot — nie wiem.. moze jestem juz tak amerykanska
    ze generalnie zgadzam sie ze „change is good” — nawet jezeli ta ‚zmiana’ jest na powrot
    do Polski. Z ciekawoscia bede czytala ten blog – i pozdrawiam.

  24. maciek

    O emigracji i re-emigracji mozna mowic (pisac) w nieskoczonosc. Rzecz sprowadza sie do jednego: „tu – (tj. w Polsce) byc or not tu byc”, jak sprawe ujal pewien angielski pisarz. Na szczescie obecnie ten wybor nie musi byc jednorazowy.

    Moi dziadkowie – jak wielu im pdobnych – wyemigrowali z podszytej bieda podzywieckiej wioski do Ameryki. Po paru latach wrocili do kraju.

    Cos musialo lezec u podstaw ich decyzji o powrocie. Czy zalowali, ze wrocili – nie wiem, bylem za maly, zeby to zauwazyc. Ale zawsze cieszyli sie z tego, ze mnie widza.

    A powroty rodakow z emigracji „Batorym”, pozniej „Stefanem Batorym”?

    Wszystko juz bylo.

    Czyjes rozterki, moze nawet klotnie i pozniejsze decyzje.
    O powrocie lub pozostaniu na obczyznie. Bo przeciez nie wszyscy wrocili.

    Zatem nie dyskutujmy na temat wracac,czy nie wracac – zostawmy to tym, ktorzy chca, lub musza taka decyzje podjac.

    My, ktorzy pozostajemy na emigracji – obojetnie na jak dlugo – zaspiewajmy sobie, w slad za Skaldami: „ci odlatuja, ci zostaja”.

  25. maciek

    PS.
    Pisze troche chropawo, bo „ad hoc”.
    Ale jak spiewal Stuhr – „pisac kazdy moze, troche lepiej lub troche gorzej”.

  26. Swojak Autor wpisu

    Katlia i Maćku, dziękuję za zdroworozsądkowe podejście do reemigracji. Uważam, że to raczej sprawa osobowości niż narodowości. Bez względu na narodowość jedni lubią się powłóczyć po świecie i powrócić do ojczyzny. Inni wyjeżdżają raz na zawsze i nie wyobrażają sobie powrotu, a jeszcze inni uważają, iż mieszkają w piekle, lecz brak im motywacji, aby wyjechać. Jest jeszcze cała masa innych postaw i dlatego świat jest taki barwny, a każdy z nas jest inny.

  27. Barbara Jensen

    Szanowny Panie , z duzym zainteresowaniem czytam panski blog . Bardzo mnie cieszy ze panstwo wracacie do Polski . Ja mieszkam za granica juz 41 lat , mam dorosle dzieci oraz najukochansze wnuczki . W polsce mam jednego brata , ktorego odwiedzam 2 razy rocznie . Naturalnie ze jest tez tam rodzina moich rodzicow , lecz z nimi nie mam blizszych kontaktow. Ja sama nie wiem czy kiedykolwiek wroce do Polski na pobyt staly, ale mimo wszystko , obojetnie ile lat mieszka sie za granica swojego kraju to zawsze pamieta sie o nim i zawsze czlowiek teskni. A szczegolni Polacy mieszkajacy za granica sa bardziej polakami i utrzymuja polskie tradycje, to charakteryzuje chyba wszystkie narodowosci. Zycze Panu i panskiej rodzinie wszystkiego najlepszego oraz duzo powodzenia w Polsce.

  28. Aga

    Drogi Swojaku i Komentatorzy,

    Porwal mnie ten watek o emigracji. Chyba wynika t z tego, ze czlowiek lgnie do myslacych/odczuwajacych podobnie. Z moich obserwacji wsrod tutejszej Polonii (w UK) widze, ze jest to niezwykle wrazliwy temat, ktory natychmiast ludzi dzieli: na tych, ktorzy uwazaja, ze to ‚be’ ( i na wiadomosc , ze ktos wraca bardzo sie dziwia czasami nawet kpia i drwia) i tych ktorzy by chcieli , ale albo odsuwaja to w czasie albo nie maja odwagi. Juz niezlicze ilu sobie narobilam wrogow mowiac otwarcie, ze wracam. Na poczatku staralam sie tlumaczyc dlaczego itd itp. Potem byl okres , ze sami z mezem zaczelismy powiatpiewac w slusznosc naszej decyzji, a teraz wreszcze jest nam juz obojetne co inni mysla. Tak, jak pisales, jest to zupelnie indywidualna sprawa.
    Nasza motywacja do wjazdu tu byla podobna do Twojej -maz dostal oferte pracy. Ja akurat bylam w ciazy wiec zgodzilam sie zostawic ciekawa i dobrze platna prace, aby wyjechac na 2-3 lata ( jak wtedy myslelismy). Nawet nie przyszlo nam do glowy nazywac tego emigracja bo nie rozwazalismy zostania permanentnie. Poczatki byly duzo trudniejsze niz myslellismy, szczegolnie finansowo musielismy obnizyc poziom zycia w stos do tego co mielismy w stolicy, ale celem bylo zobaczenie czegos nowego i nauczenie dzieci angielskiego. Potem maz byl zadowolony z pracy i nie mial latwej opcji powotu do kraju. Obecnie, decydujacym czynnikiem jest wiek starszej corki: 10 lat. Gdybysmy tu zostali w przyszlym roku szkolnym musialaby zdawac egzaminy do tzw secondary school i jak by sie dostala do dobrej panstwowej szkoly ( co jest dosc duzym wyzwaniem: ok 10 osob na miejsce) to wtedy juz musielibysmy zostac do konca szkoly dla obu dzieciakow.
    Tak, ze dolaczamy w siepniu do powracajacych! Przecieraj szlaki drogi Swojaku i dawaj znac co slychac!

    Ag

  29. Swojak Autor wpisu

    Ag, ja myślę, że w ostatecznym rachunku chodzi o to po co żyjemy na Ziemii. Każdy sam sobie odpowiada na to pytanie. Zatem trudno mi zrozumieć jak ktoś mógł być wrogo nastawiony do Twojej decyzji o powrocie. Może to wynikało z jakiegoś wewnętrznego rozchwiania tej osoby? Ze swej strony powiem, że z rosnącym dystansem traktuję debaty na temat tego czy Polacy wrócą z emigracji, czy jest właściwy czas na powroty, czy Polska jest gotowa? Bowiem myślę, że każdy człowiek ma do odrobienia indywidualne zadanie z życia. Ja widzę, że mam do załatwienia ważne sprawy w Polsce i tu jest moje miejsce. Jednocześnie szanuję decyzję tych, którzy decydują się mieszkać w Anglii lub Szwajcarii uważając, że ich życie w polskim bałaganie jest przygnębiające.
    Jeśli Ty i Twoja rodzina spoglądacie w przyszłość i widzicie, że to co chcecie dla siebie za trzy lata lub za dziesięć lat jest w Polsce to pewno podejmujecie właściwą decyzję wracając.

  30. uma1001

    Witam,
    Szukam kontaktow z rodakami, wracajacymi do kraju po dluzszym stazu emigracyjnym.
    Dzieki za wszystkie linki, porady, rekomendacje i posty na temat.
    Pozdrowienia.

  31. Laura

    Drogi Swojaku (odmienona forma brzmi dziwnie)
    Dziekuje serdecznie za wspanialy blog..uronilam nawet lze. Podobnie jak Ty tez postanowilam powrocic na ojczyzny lono po 8 latach zycia w Stanach Zjednoczonych. Malo tego, co moi znajomi uwazaja za nieprawdopodobne, udalo mi sie przekonac mojego meza zasymilowanego Amerykanina urodzonego na Kostaryce do powrotu ze mna. Podobnie jak w twoim przypadku o terminie powrotu zadecydowal wiek dzieci:5 lat ma syn a 3 lata corka.
    Sila wspomnien jest ogromna…te szumiace zboza i kwiaty we wlosach na Wiankach (tak, tak Galicyjka jestem!) to wszystko sprawia ze czlowiek teskni, choc tak naprawde teskni za czyms co caly czas nosi w sobie. Chce aby moje dzieci tez mialy takie wspomnienia, dziadkow trzymajacych na kolanach…bo czas ucieka i na pewne rzeczy moze byc po prostu za pozno.
    Czas wiec zagle zwijac i wracac nad Wisle.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Laura

  32. Swojak Autor wpisu

    @Laura
    Witaj w moich blogowych progach. Widzę, że Ci tu dobrze, skoro sobie na wzruszenie pozwoliłaś.
    Miło mi, że ta pisanina spotkała się z Twoim uznaniem.
    Jestem nieodmiennie Kasandrą Ameryki i wieszczę jej dalsze problemy, więc konsekwentnie popieram decyzje wyjazdu z tego, kiedyś bardzo obiecującego kraju. Niemniej jednak kilku moich znajomych, biegłych w ekonomii, wierzy w odrodzenie siły i blasku USA.
    Wracając do Polski obstawiasz, że tu będziesz szczęśliwsza. Daj Boże by tak było. Jak zminimalizujesz kontakty z lekarzami, urzędnikami i przegnasz na cztery wiatry krewnych i znajomych ustawicznie ględzących i cierpiących (a zacieśnisz więzy z uśmiechniętymi) to myślę, że szczęście będzie u Twych stóp.
    Jeśli Twój mąż ma oliwkową skórę to pewno może w Polsce liczyć na uwielbienie u płci pięknej, która nieodmiennie mocno subiekywnie wzdycha do osobników przypominających Włochów.
    Jak już będziesz w Polsce i będziesz miała ochotę wypowiedzieć gorzkie zdania o absurdach tutejszego podejścia do życia to zamiast mówić do znajomych, może raczej napisz do mnie. Zauważyłem, że mówienie o tym co można by udoskonalić w Polsce jest jakoś tak nerwowo przyjmowane.
    Jeśli to pomoże w Twojej decyzji: ja czuję się w Polsce jak ryba w wodzie.
    Do zobaczenia w Polsce, Lauro!
    Ps.
    odmiana Swojaka jest jaka jest; taki mam pseudonim i dobrze mi z nim 🙂

  33. Laura

    Dziekuje za szybka odpowiedz Swojaku.
    Zacytuje slowa Tetmajera „Wolę polskie gówno w polu, niźli fiołki w Neapolu”, ktore niech pozostana komentarzem na polska rzeczywistosc urzedniczo-gabinetowo-sploeczna. Wierz mi zetknelam sie z nia chodzby rejestrujac dzieci w USC!
    Hmmm…to uznanie i podziw w oczach polskich kobiet dla oliwkowej skory mego meza to raczej srednia zacheta do powrotu:-), ale jak mowia lepiej byc bogatym, pieknym i zdrowym…wiec lepiej tez miec przystojnego meza. Tu mala dygresja. Niestety wciaz mozna zauwazyc pewne zaciekawienie spoleczenstwa polskiego gdy widza pary czekoladowo-biale, ktorego brak gdy mezczyzna badz kobieta jest po prostu niezdrowo opalony. Czy to wciaz chodzi o kolor skory? Czy jest cos wiecej?
    Bede pisac…bo jak wiesz trudno znalesc wspolnych jezyk i zrozumienie u ludzi (nawet przyjaciol), ktorzy nigdy nie doswiadczyli zycia na obczyznie.
    Pozdrawiam serdecznie i ciesze sie ze czujesz sie jak ryba w polskiej wodzie.

  34. Swojak Autor wpisu

    @Laura
    Lauro, też wolę nasz bałagan, niż cudzy porządek. Tutaj czuję, że moja robota to sprzątanie bałaganu, a tam było raczej wpisywanie się w ich system.
    Teraz kilka zdań na temat rasizmu. Myślę, że ważne, aby Twój mąż poznał temat przed ewentualną przeprowadzką. Może warto, by nawiązał kontakt z obcokrajowcem o innym kolorze skóry, który mieszka w Polsce i z pierwszej ręki poznał skalę zjawiska oraz miejsca, gdzie ono szczególnie występuje.
    Uważam, że w wielu polskich rodzinach stosunek do innych ras jest niezdrowy. Dzieci słyszą od rodziców jakieś dziwne komentarze o innych rasach, a potem na ulicy zachowują się rasistowsko.
    Ostatnio moją córkę odwiedziła ciemnoskóra koleżanka z klasy. Gdy szła przez nasze wiejskie osiedle to kilku chłopaków z podstawówki wykrzykiwało w jej kierunku jakieś przezwiska.
    Myślę, że osoba ciemnoskóra jest w Polsce w grupie ryzyka. Chyba można z tym żyć, ale warto być tego świadomym.
    Przemoc fizyczna na tle rasistowskim jest tu marginalna. Lecz w związku z akceptacją społeczną rasizmu, w sytuacji zagrożenia (np. przebywanie w niebezpiecznej dzielnicy, wdanie się w bójkę, interwencja świadka przestępstwa) osoba ciemnoskóra może być bardziej narażona na kłopoty, niż osoba o białej skórze.
    Myślę, że ważna jest edukacja polskich dzieci w kwesti wrażliwości na odczucia innych ludzi. To jest, moim zdaniem, duże zadanie dla nas.
    Sytuacje rasistowskie napawają mnie smutkiem, bo wiem, że wynikają one z braku empatii. Dopiero wczucie się w sytuację innej osoby dałoby chwilę refleksji przed słownym atakiem rasistowskim.

  35. JULIA

    WITAM 😉
    CZYTAM TEN BLOG Z DUŻYM ZACIEKAWIENIEM,
    SZUKAM TU RÓWNIEŻ ODPOWIEDZI NA MOJE WĄTPLIWOŚCI ZWIĄZANE Z POWROTEM DO KRAJU .
    WIDZĘ ŻE JUŻ KILKA LAT UPŁYNĘŁO OD PIERWSZEGO WPISU, CIEKAWA JESTEM JAK UŁOŻYŁO WAM SIĘ ŻYCIE??
    JA WYJECHAŁAM DO PARYŻA ZARAZ PO MATURZE (CHCIAŁAM ZAROBIĆ NA STUDIA) TU POZNAŁAM MOJEGO MĘŻA I URODZIŁAM 2 DZIECI – MÓJ POBYT TROCHĘ SIĘ PRZEDŁUŻYŁ …
    WYJEŻDŻAJĄC ROK TEMU NA WAKACJE NIE BYŁAM PEWNA CO ZROBIMY, CZY ZOSTANIEMY W POLSCE ,CZY WRÓCIMY DO FRANCJI JAK ZWYKLE JESZCZE NA ROK …
    ZOSTAŁAM Z DZIEĆMI I POSZŁAM NA STUDIA, MÓJ MĄŻ JEŹDZIŁ JESZCZE TAM I Z POWROTEM ŻEBY ZAROBIĆ NA WYKOŃCZENIE DOMU.
    TERAZ JESTEM ZNÓW W PARYŻU I ZAŁATWIAM OSTATNIE SPRAWY ZWIĄZANE Z NASZYM POWROTEM NA STAŁE.
    TAK JAK W POLSCE TAK I TU WSZYSCY PO CICHU SIĘ Z NAS ŚMIEJĄ -PO CO WAM TA POLSKA ??
    A JA Z MĘŻEM CZUJEMY ZE TAM JEST NASZE MIEJSCE.
    TAM CZUJEMY ŻE NASZE DZIECI SĄ BEZPIECZNE I KOCHANE , BO TAM SĄ NASI BLISCY …
    POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH I ŻYCZĘ POWODZENIA

  36. Swojak Autor wpisu

    @Julia,
    W tych dniach mija dwa lata od naszej przeprowadzki do Polski. Jestem zadowolony z mieszkania pod Warszawą, wiem, że mam coś do zrobienia w Polsce.
    Myślę, każdy z nas ma inną drogę życiową. Dla mnie, na tym etapie życia, Polska jest dobrą drogą. Czy będzie też dla Ciebie? Nie wiem.
    Jako rodzina potrzebujecie środków do życia. Moim zdaniem ważne jaką macie wizję życia w Polsce.
    Nasi znajomi przeprowadzili się ze Szwajcarii do miasta na północy Polski. Mieli tam dom i krewnych. Po kilku miesiącach wrócili spowrotem do Szwajcarii. Wynagrodzenie jakie im oferowano (ona z wykształcenia fryzjerka, a on operator precyzyjnej maszyny) były grubo poniżej ich oczekiwań. Teraz są na dobre w Szwajcarii, kupili mieszkanie i uzyskali szwajcarskie obywatelstwo.
    Zatemsprawa powrotu jest bardzo indywidualnym tematem.
    Ja Ci powiem, że jest mi w Polsce bardzo dobrze i jestem tu szczęśliwy.
    Moi znajomi, którzy powtórnie zamieszkali w Szwajcarii mają zupełnie inny obraz powrotu do Polski.
    Moim zdaniem warto byście mieli zapewnione środki na pierwszy rok życia w Polsce.
    Mam nadzieję, że moje słowa będą dla Ciebie pomocne. Trzymajcie się ciepło!

  37. JULIA

    DZIĘKUJĘ ZA ODPOWIEDŹ 🙂

    ZDAJĘ SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ŻE KAŻDY MA INNĄ SYTUACJĘ I NIE DLA WSZYSTKICH POWRÓT DO KRAJU OZNACZA TO SAMO.
    MY JUŻ SIĘ ZDECYDOWALIŚMY ,A JAK NAM SIĘ UŁOŻY TO CZAS POKAŻE.
    PRZEZ OSTATNI ROK POZNAWAŁAM NA NOWO NASZ KRAJ, MIAŁAM WIELE DZIWNYCH SYTUACJI – CZASEM NAWET ŚMIESZNYCH.
    GDY WYJEŻDŻAŁAM BYŁAM NASTOLATKĄ, NIGDY W KRAJU NIE PRACOWAŁAM, NIE MIAŁAM STYCZNOŚCI Z BIUROKRACJĄ, A TU WE FRANCJI TO JA POMAGAŁAM INNYM POLAKOM W TAKICH SPRAWACH, WIĘC CZUŁAM SIĘ LEKKO SFRUSTROWANA GDY PANI W OKIENKU Z LEKKĄ IRONIĄ TŁUMACZYŁA MI RZECZY, KTÓRE WYDAWAŁOBY SIĘ POWINNAM DOSKONALE ZNAĆ …
    NATOMIAST, GDY PRZYJECHAŁAM PO ROKU NIEOBECNOŚCI DO FRANCJI, ZAUWAŻYŁAM ŻE POLAKÓW Z ROKU NA ROK JEST CO RAZ WIĘCEJ . KAMIENICA W KTÓREJ WYNAJĘLIŚMY MIESZKANIE JAKIES 3 LATA TEMU, DZIŚ JEST ZAMIESZKAŁA PRZEZ SAMYCH POLAKÓW , KTÓRYCH WTEDY TU NIE BYŁO …
    Z NASZYCH ZNAJOMYCH NIKT NIE WRÓCIŁ DO POLSKI, NIEKTÓRZY MAJĄ TAKIE PLANY ALE SĄ ONE BLIŻEJ NIEOKREŚLONE .
    CIESZĘ SIĘ WIĘC ŻE WAM SIĘ UDAŁO I ŻE JESTEŚCIE SZCZĘŚLIWI WE WŁASNYM KRAJU, MAM NADZIEJE ŻE I TAK BĘDZIE Z NAMI.
    POZDRAWIAM CIEPŁO I POWODZENIA 🙂

  38. Laura

    @Julia,
    bede z niecierpliwoscia czekac na wasze pierwsze odczucia juz po zmaieszkaniu w POlsce. Ja narazie kompletuje dokumenty i powoli robie liste niezbednych zakupow aby jednak nie wrocic z niczym. Oczywiscie, jak sugeruje madrze Swojak, trzeba miec roczne zabezpieczenie w gotowce wiec lista zakupow musi byc naprawde przemyslana. Niestety zycie w Stanach Zjednoczonych jest znacznie tansze niz w ojczyznie. Ale tu nie chodzi o ilosc ale o jakosc zycia i tego sie trzymajmy!
    Pozdrawiam i zycze powodzenia,
    Laura

  39. Swojak Autor wpisu

    @Julia, @Laura
    Julio, życzę Ci niebiańskie cierpliwości w sytuacjach lekko ironicznych urzędników. Kiedyś dorobimy się ludzi w bankach, urzędach i firmach, którzy odmienność lub niewiedzę będą traktować z należnym zrozumieniem i będą nieodmiennie okazywać szacunek osobie, która oczekuje od nich pomocy.

    Lauro, faktycznie, jeśli sprytnie zdefiniuję „jakość życia” to może o nią chodzi w Polsce. Bowiem według jednego z podejść, jakość życia to stopień realizacji moich zadań życiowych. W Polsce mam poczucie intensywnej realizacji swojego powołania. Czyli mam dobrą jakość życia. Lecz gdybyśmy poszli w stronę zobiektywizowanego rozumienia jakości życia (tj. warunki środowiska, poziom życia, warunki funkcjonowania organizmu itp.), to tutaj radzę zapiąć pasy i przygotować się na dość ostrą jazdę po wybojach.

  40. mellon

    Witam,

    Bardzo ciekawy blog. Musze powiedzieć, że też byłem emigrantem. Jeżeli mogę opowiedzieć kawałek mojej historii. Zaraz po studiach wyjechałem podszkolić język i posmakować życia w innej kulturze (zawsze o tym marzyłem). Londyn mnie ujął podczas krótkiego pobytu kiedy pojechałem tam na wycieczkę z kolegą. Był zimny listopad i do dziś pamiętam klimat tamtych ulic, zakamarków, tajemniczych przejść i posępnych parków. A jednocześnie ludzie poubierani kolorowo i jakoś tak na dużym luzie pijących tłumnie piwo przed każdym pubem na soho. Zachłysnąłem się tym klimatem i postanowiłem zakończyć swoje sprawy w Polsce i w ciągu miesiąca z ostatnimi dwoma pensjami w kieszeni byłem w Londynie. To był super okres, chociaż na początku było mi bardzo ciężko. Nigdy w życiu nie byłem tak zdesperowany znalezieniem pracy (a byłem tam zupełnie legalnie). Bez dobrej znajomości języka znalazłem się na rynku pracy. Po miesiącu na bezrobociu i szukaniu pracy moje ambicje jako człowieka dobrze wykształconego powoli opadały. Powiem, ze na początku odrzuciłem bardzo dobrą ofertę pracy, która wydała mi się wtedy kiepska. Po miesiącu ciągłych rozmów kwalifikacyjnych musiałem podjąć pracę w kantynie na lotnisku nocą. Potrzebowałem również pieniędzy na lepszą szkołę językową i wziąłem jeszcze weekendy na zmywaku w restauracji. To była bardzo ciężka praca i nigdy nie zapomnę tych 6 weekendów. Jak tylko zarobiłem na szkołę akurat znalazłem lepszą pracę. Potem już było fajnie Praca była dużo poniżej moich kwalifikacji ale przynajmniej miałem blisko fajne roślinki i mogłem zadziwiać ludzi tym, ze znam łacińskie nazwy roślin i legendy z nimi związane. No a kiedy zmieniłem szkołę byłem naprawdę szczęśliwy. Była tym czego oczekiwałem, taka jaką sobie wyobrażałem i co widziałem na filmach, dużo ludzi ze wszystkich stron świata, wspólne rozmowy, imprezy, wyjścia. Nigdy nie zapomnę moich przyjaciół z Hiszpanii, Brazylii, Francji i Portugalii. Wszyscy szlifowaliśmy angielski a wieczorami rozmawialiśmy i bawiliśmy się. Nigdy nie zapomnę mojej nauczycielki, która była najpiękniejsza angielką jaka kiedykolwiek widziałem :). Wieczorne wspólne rozmowy o życiu zupełnie zmieniły mój światopogląd i cenie sobie to doświadczenie. Do dziś pamiętam ten wieczór sprzed 9 laty kiedy Jose powiedział mi po którymś piwie„stary co ty tutaj robisz? Przecież Twój kraj się rozwija, ma szansę wejść do unii europejskiej, tam są potrzebni tacy ludzie jak ty”. W pierwszej chwili chciało mi się śmiać, ale po jakimś czasie te słowa zaczęły w moim wnętrzu pracować. Pomyślałem, ze może on ma racje, może tak właśnie trzeba. Pojechałem na urlop do Polski. W trakcie urlopu zdałem egzamin na studia doktoranckie i w październiku wróciłem z nowymi siłami na stałe do Polski.
    Potem różnie się moje losy potoczyły, mieszkałem też i na emigracji przez parę miesięcy ale już jako profesjonalista – expert, w międzynarodowym zespole.
    Na emigracji zrobiłem się sentymentalny, zatęskniłem za Polską i cały czas chodził mi po głowie wiersz Norwida Moja Piosnka 2 „do kraju tego gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie, tęskno mi Panie, do kraju tego …”. Pierwszy raz w życiu poczułem co myślał autor wiersza. Znasz to uczucie Swojaku? Z drugiej strony tęsknię też trochę za Londynem, Camden Town, National Galery, stadionem Chelsea, zakamarkami Heathrow i zimnym listopadowym mglistym porankiem na Notting Hill no a przede wszystkim ludźmi, których tam spotkałem i których nigdy nie zapomnę:).

  41. Swojak Autor wpisu

    @mellon

    Dziękuję za Twoją opowieść. Cieszę się, że Twój latynoski kolega „wygonił” Cię do Polski.

    Uważam, że pobyt za granicą, wśród lokalnych mieszkańców, jest najlepszą przygodą jaka może się w życiu przydarzyć.

    To tak jakby dostać dodatkowy kawałek życia. Fajnie jak znajdzie się jakiś anielski posłaniec, który wytrąci nas wtedy z błogostanu i wykopie spowrotem do Polski.

    Myślę, że potem, nad Wisłą, nasze życie już nigdy nie będzie takie samo. Zostaje w nas skaza inności.

    Wg mojego postrzegania rzeczywistości, ta inność jest wielkim kapitałem jaki przywozimy do kraju.

    Stajemy się chodzącym wyzwaniem. Bo trudno nas przekonać, że nie da się porządnie żyć, że nie ma miejsca na bezinteresowną życzliwość, że nic od nas nie zależy, że świat na ekranie telewizora jest prawdziwszy niż na osiedlowej uliczce, że Polacy są skazani na klęskę itp.

    Ten blog jest dla mnie przystanią, gdzie łapię trochę równowagi. Komentarze ludzi, którzy też chcą budować zaufanie i harmonię w naszej codzienności są dla mnie motywatorami. Łatwiej mi wtedy myśleć, że jest wokół przynajmniej kilka osób, które tworzą przestrzeń serdecznego rozwoju w Polsce.

    Mellon, kolorujmy naszą codzienność, bo fajnie będzie widzieć wokół koloryt rozmaitości i kreatywności. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  42. Laura

    @Swojak, @mellon
    To i ja dolacze swoje 3 grosze.
    Myslalam ostatnio czy jest jakas rzecz za ktora bede tesknic po powrocie do kraju. I nie musialam sie dlugo zastanawiac..wlasnie ta odmiennosc ludzi, rozne postrzeganie rzeczywistosci przesiakniete kultura kraju pochodzenia, ale juz postrzeganie przez amerykanski bialo-czerwono-niebieski pryzmat. Rozne losy, rozna motywacja opuszczenia ojczyzny przez tych ludzi sprawiaja ze czlowiek przestaje byc zasciankowy, staje se otwarty i silniejszy bo jesli mojemu koledze z Kuby udalo sie na malej lodce siegnac amerykanskiej ziemi to dlaczego i mnie ma sie nie udac najbardziej nawet szalony pomysl do zrealizowania w Polsce. I to wlasnie Ci ludzie pozwolili mi dostrzec co stracilam, co zyskalam przyjezdzajac tutaj i w ktora trone przechylila sie szala. Masz racje Swojaku ze stajemy sie nowymi ludzmi. I za to jestem Ameryce wdzieczna.
    Pozdrawiam Was serdecznie.

  43. Swojak Autor wpisu

    @Laura
    Myślę, że w Polsce są duże możliwości na zaprzęgnięcie swojej energii do realizacji najbardziej niesamowitych wizji. Byle tylko trwać przy swojej wizji i omijać toksyczne szamba.
    W moim przypadku pomogło zbudowanie, praktycznie od podstaw, nowego kręgu przyjaciół, z którymi łączą mnie wyznawane wartości. Trzymam się na dystans od ludzi, którzy „lepiej wiedzą” i spoglądają na rzeczywistość z podejściem rozleniowionengo mędrca z gotowymi odpowiedziami na każdy temat.

  44. mellon

    W Polsce jest dużo do zrobienia i niczym pozytywiści naszych czasów musimy zająć się pracą u podstaw. Czasy romantycznej walki o wolność i niepodległość dobiegły końca.

    Dzisiaj jest czas na budowanie. I to jest nasza walka na wszystkich frontach. Kraj trzeba budować począwszy od infrastruktury, poprzez dobre plany strategiczne, dobrze prosperujace firmy a skończywszy na zmianie postaw ludzkich. Ta ostatnia rzecz jest najtrudniejsza. Paradoksalnie to my emigranci wiemy co chcemy osiągnąć, bo widzieliśmy i funkcjonowaliśmy już w innym społeczeństwie.

    Jest pozytywnie, są wymiany studenckie w zasadzie na stałe wpisane w program studiów. Ten proces się już rozpoczął i strasznie się z tego powodu cieszę. Żmudna zmiana postaw ludzkich objawiających się choćby i w tym, że ludzie w kraju nad Wisłą będą szczęśliwsi. Bo być szczęśliwym i mieć w sobie pozytywny uśmiech na co dzień to też sztuka.

  45. Swojak Autor wpisu

    @mellon
    Życzę Ci dużo radości w budowaniu!
    Z mojej perspektywy charaktery i postawy życiowe są kluczem do wszelkich innych zmian. To się kształtuje pojedynczo, człowiek po człowieku.

  46. caaamms

    Według mnie, bez obrazy, głupio zrobiłeś bo jeszcze tylko 4 lata i byś miał obywatelstwo jednego z tych krajów, w których najciężej je dostać no i dzieci mieszkając w szwajcarii miałyby dużo prostsze życie i lepszy start.

  47. Swojak Autor wpisu

    Caaamms, faktycznie, w roku 2012 mógłbym rozpoczynać procedurę z obywatelstwem.

  48. Joana

    Witam
    Mam na imię Joanna, mam jeszcze 15 lat, niestety musiałam się przeprowadzić do Holandii. Nigdy nie byłam biedna zawsze miałam pełną lodówkę jedzenia, porządny pokój dość duże mieszkanie w kamienicy…jednak moi rodzice chcieli więcej więc podjęli decyzję o emigracji. Początkowo się cieszyłam myślałam sobie że poznam nowych ludzi zwyczaje, tradycje, odpocznę od kraju który bardzo kocham i zawsze kochałam, ale miałam go dość po prostu chciałam odpocząć od niego i zaczerpnąć nieco świeżości. Początkowo było mi łatwo i przyjemnie poczułam wreszcie jak to jest być Polakiem na emigracji, co ludzie o tobie mówią co sądzą o twoim kraju.
    Oczywiście po jakimś czasie zaczęłam bardzo tęsknić za ojczyzną, a kolejne reportaże o emigracji oraz komentarze jak to źle żyje się w Polsce, bardzo mnie przygnębiły. Pewnego dnia weszłam na jakiegoś czata i pisałam z ludźmi w pokoju ,,Emigranci” czy nie żałują że wyjechali, czy nie tęsknią i czy nie jest im przykro że musieli zostawić ten piękny kraj z barwną historią, ciekawą kulturą, kuchnią ?
    Większość ludzi pisała że nie żałuje że w Polsce było źle, oraz że mają już w krajach w których się osiedlili dzieci i mężów więc nawet nie tęsknią bo nie ma za czym…było mi bardzo przykro ponieważ jak już pisałam jestem wielką patriotką i nie lubię kiedy ktoś, zwłaszcza polak, obrażał moją i swoją zarazem ojczyznę. Nie zgadzam się z tymi ludźmi absolutnie, wręcz nimi gardzę wstydzę się że to moi rodacy.
    Jestem tu miesiąc i być może oni mają trochę racji, być może nie rozumiem powagi sytuacji ponieważ nie pracowałam nigdy w Polsce nie poczułam trudu i męki za nędzne pieniądze ALE wiem, po tym ciężkim czasie na obczyźnie, wiem że chcę być częścią jej egzystencji, nawet jeśli będę harowała chcę tu-w Polsce urodzić moje dzieci, czuć szczęście bycia tu, i słyszeć mój język na ulicach.
    Wiem że jestem jeszcze bardzo młoda i możliwe że w praktyce naiwnie może to brzmieć ale podjęłam już decyzję i będę dążyła do osiągnięcia celu !
    Jeszcze wiele trudnych wyborów przede mną ale nie zostawię mojej ojczyzny !
    JEŚLI JESTEŚ W PODOBNEJ SYTUACJI PRZECZYTAJ SOBIE INWOKACJĘ !!!

  49. Ania

    Swojaku, czytam Cie z regularna nieregularnoscia i odkrywam, ze „My sa krajany”, ja tez jestem Galicjanka.

    Pozdrowionka, ciegle jeszce nowojorskie:))

    A jak lektura S. Marai?

  50. Swojak Autor wpisu

    @Joanna: Dziękuję za Twój wpis. Świat jest tak mały. Myślę, że jak tylko poczujesz, że Twoje miejsce do życia jest w Polsce to prędzej czy później tam zamieszkasz. Myślę też, że niektórzy emigranci byli dogłębnie nieszczęśliwi w Polsce i teraz szczerze się cieszą z nowego życia. Każdy z nas ma swoją drogę życia. Chyba tak jak Ty nie rozumiesz w ich goryczy wobec Polski, tak ja spotykam się ze ścianą niezrozumienia moich znajomych, czasem bliskich, którzy mają problem z moim powrotem ze Szwajcarii do Polski. Myślę, że trudno zrozumieć świat drugiego człowieka patrząc na jego życie nie jego, lecz naszymi własnymi kryteriami oceny dobra i szczęścia.

  51. Swojak Autor wpisu

    @Ania: Oh, Dzienik Sandora Maraia to była piękna lektura. Ostatnie kartki przeczytałem w marcu 2008 i skomentowałem w tym poście, może Cię zainteresuje: http://blog.swojak.info/?p=16
    Galicja? Tam się urodziłem. Od tego czasu mieszkałem w wielu miejscach i tam, gdzie zamieszkałem byłem u siebie. Teraz też tak jest. To jaki jestem i jak patrzę na świat pewno w sporej mierze wynika z tego gdzie się urodziłem i wychowałem. Ale teraz jestem facetem z mazowieckiej wioski. Tak jak przed paroma laty byłem człowiekiem z alpejskiej mieściny itd.
    Oczywiście piszę o tym kim się czuję, bo dla tutejszych rolników to pewno jestem przybłędą, a dla Szwajcarów pewno byłem kiepsko zintegrowanym imigrantem, co w zupełności współgra z moim przekonaniem, że jestem stąd 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.